10.12.2019
RECENZJE
JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom

DEZERTER - Undergound Out of Poland

PERIHELLIUM - Prototype

MOTHER OF MILLIONS - Artifacts

TRIBULATION - Down Below

EUROPE - Europe

JAN METUS - Time Will Dissolve Our Shadows

JAN AKKERMAN - Close Beauty

REMEMBRANCE - Fall, Obsidian Night

PETR STEPAN & BRATRSTVO LUNY - Luna nad Iglau

DESTRUCTION - Born to Perish

GALLILEOUS - Moonsooon

ISSUN - Dark Green Glow

THE PAU - Raj

THE HOLEUM - Sublime Emptiness

RONNIE WOOD WITH HIS WILD FIVE - Mad Lad: A Live Tribute to Chuck Berry

BLACK STONE CHERRY - Black To Blues 2

RHAPSODY - Dawn of Victory

FLESHWORLD - The Essence Has Changed But The Detail Remains

YOGI LANG - A Way Out Of Here

MYSTHICON - Into the Dark (EP.)

ALHENA - Breaking the Silence...by Scream

ADAM JURCZYŃSKI - Beyond the Horizon

JOE BONAMASSA - Live At the Sydney Opera House

GHOST - Infestissumam

NIKKI STRINGFIELD - Harmonies for the Haunted

MILLENIUM - The Web

FRONTBACK - Don't Mind the Noise


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - C » Cactus - 1971 - One Way... Or Another
Cactus - 1971 - One Way... Or Another
Cactus - One Way... Or Another

1. Long Tall Sally
2. Rockout, Whatever You Feel Like
3. Rock 'N' Roll Children
4. Big Mama Boogie, Pt. 1 & 2
5. Feel So Bad
6. Song For Aries
7. Hometown Bust
8. One Way...Or Another



Rok wydania: 1971
Wydawca: Taco







Drugi studyjny album amerykańskiej supergrupy, za Oceanem często porównywanej na początku lat siedemdziesiątych do Led Zeppelin. Czy trzeba lepszej rekomendacji, by zapoznać się z twórczością tego Cactusa?

Pierwotnie w składzie kapeli mieli znaleźć się Rod Stewart (ten od „Sailing”, „Baby Jane”, a do emerytury dorabiający przerabianiem amerykańskich hitów), wirtuoz gitary Jeff Beck oraz dwaj eks- muzycy Vanilla Fudge: perkusista Carmine Appice oraz basista Tim Bogert. Ostatecznie jednak na placu boju pozostali tylko dwaj ostatni. Panowie zaprosili do współpracy gitarzystę Jima McCarty’ego oraz wokalistę (grającego też na harmonijce ustnej) Rusty’ego Day’a. Ten kwartet firmował trzy pierwsze studyjne płyty Cactusa, zdaniem niżej podpisanego – najlepsze w całej dyskografii. Najjaśniejszym blaskiem w tej trójcy lśni „One Way... Or Another”.

Vanilla Fudge zrobił w USA furorę debiutanckim albumem, na którym przedstawił intrygujące, nie mające wiele wspólnego z oryginałami przeróbki rockowych i soulowych utworów, podlane psychodelicznym sosem. Coś z tych doświadczeń panowie Appice i Bogert przenieśli również do Cactusa. Co prawda w „Long Tall Sally” psychodelicznych klimatów nie uświadczymy (to już nie była epoka flower power...), ale trudno rozpoznać w tej wersji rock’n’rollowy hit Little Richarda. Kawałek został zagrany dużo wolniej, z hardrockowym pazurem. Efekt jest piorunujący, nic dziwnego, że ten cover wciąż gości w koncertowej setliście Amerykanów. Nawet po czterech dekadach od powstania robi wrażenie...

Drugi cudzy utwór na płycie to „Feel So Bad” – przeróbka kompozycji bluesmana Chucka Willisa. Miła dla ucha, ale jednak ustępuje „Long Tall Sally”. Pozostałe utwory to już autorskie dzieła muzyków Cactusa (też znak czasów – w 1971 roku brak własnych kawałków praktycznie dyskwalifikował kapelę).

Zgodnie z popularnym przysłowiem „Save The Best For The Last” – najbardziej okazale prezentuje się końcówka płyty. „Hometown Bust” i utwór tytułowy to w sumie blisko 12 minut muzycznej uczty. Pierwszy z nich rozpoczyna się niczym tradycyjny blues, by rychło przejść w hardrockowe rejony (porównania do Led Zeppelin były jak najbardziej zasadne). Rusty Day pokazuje tutaj pełnię swojego wokalnego talentu, muzycy grają jak natchnieni... Moc!

Zresztą „One Way...Or Another” - oparty na świetnym riffie – też ma w sobie sporo z Zeppelina. Co tam McCarty wyczynia na gitarze... No i Appice za bębnami również uwija się niczym w ukropie. Świetny finał bardzo dobrej płyty. Po prostu: rockowa klasyka przez duże K.

10/10

Robert Dłucik

P.S. W kwietniu Cactus dwukrotnie „zakwitnie” w Polsce: koncerty zaplanowano w Łodzi oraz Ośrodku Kultury „Andaluzja” w Piekarach Śląskich.
Komentarze