23.01.2020
RECENZJE
BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath

MARCIN PAJAK - Other Side

V/A - Tribute to ACID DRINKERS - Ladies And Gentlemen On Acid

HOVERCRAFT - Full of Eels

NO MORE JOKES - A Ludzie Się Patrzą...

DAN McCAFFERTY – Last Testament

RPWL - Live From Outer Space

SUPERSONIC BLUES MACHINE - Road Chronicles: Live!

ASTRAL DOORS - Worship or Die

JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom

DEZERTER - Undergound Out of Poland

PERIHELLIUM - Prototype


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - L » LaBrie, James- 2013 - Impermanent Resonance
LaBrie, James- 2013 - Impermanent Resonance
LaBrie
1. Agony
2. Undertow
3. Slight Of Hand
4. Back On The Ground
5. I Got You
6. Holding On
7. Lost In The Fire
8. Letting Go
9. Destined To Burn
10. Say You're Still Mine
11. Amnesia
12. I Will Not Break

Rok wydania: 2013
Wydawca: Inside Out
http://www.jameslabrie.com




James LaBrie, projekt sygnowany swoim nazwiskiem, z pewnością traktuje, jako pewną odskocznię od prog-metalowych, rozbudowanych, wygórowanych technicznie kompozycji , jakie wykonuje, w Dream Theater. Taka odskocznia, widać bardzo mu odpowiada, bo jest to kolejna płyta (po wydanej, w 2010 roku „Stattic Impulse”), nagrana praktycznie, w niezmienionym składzie: James LaBrie (wokal), Matt Guillory (klawisze), Marco Sfogli (gitara), Ray Riendeau (bas), Peter Wildoer (perkusja, growling). W kwestii muzycznej, również jest kontynuacją stylu, jaki skrystalizował się, na tamtym albumie. Nawet okładki obu albumów, mają z sobą wiele wspólnego. Muzyka projektu, tak naprawdę bardzo drastycznie nie odbiega od tego, co prezentuje na swoich albumach Dream Theater, więc śmiało mogą sięgnąć po nią, zagorzali „Dreamo-entuzjaści”. Jednak mimo wszystko, jest to trochę inna para kaloszy. Okazuje się, że LaBrie wcale nie jest w tym projekcie, głównym mózgiem i motorem napędowym! Sam wyznał bowiem, w jednym z wywiadów w prasie muzycznej: „ Matt (Matt Guillory – klawisze), jest absolutnie kluczową postacią. To on pisze większość muzyki, to on steruje tym okrętem…”

Pierwsza kompozycja – „Agony”, z równoległym do śpiewu LaBrie , growlowym wokalem Petera Wildoera, jest takim muzycznym uderzeniem w twarz, jakby na pobudzenie, na zwiększenie adrenaliny! Jakoś od razu, mimochodem, skojarzyła mi się z tym, co prezentuje obecnie, nasze rodzima formacja Animations. A gdyby poszukać głębiej, w rodzimym rynku muzycznym, można by wymienić tutaj również Division By Zero, czy (dzięki kompozycji „Shut”), również Osadę Vida! Natomiast drugi na płycie „Undertow”, jak i następny „Sligh Of Head”, albo „Holding On” , to z kolei mały ukłon, w stronę bardziej industrialnej estetyki (coś w stylu niektórych kompozycji, z ostatniego albumu brytyjskich prog-rockowców, z Galahad). Chociaż mocniejszych, przyprawionych growlowym pieprzem momentów, na płycie jest zdecydowanie więcej , to jednak w dalszej fazie, muzyka przechodzi przez falę bardziej łagodniejszych, muzycznych smaczków, takich jak przykładowo „Back On The Ground”. Można by ją z powodzeniem zestawić, z takimi kompozycjami jak: „Why Can’t This Be Love”, czy „Love Walks In”, Van Halen, ery Sammy’ego Haggara. Niezwykle przebojowy potencjał ma również kompozycja „Holding On”, zresztą przebojowości nie można odmówić także „Lost In The Fire”. Apogeum łagodności można doświadczyć natomiast, słuchając „Say You're Still Mine”.

Będąc szczerym, pierwsze odsłuchy płyty, trochę mnie rozczarowały! A może, po prostu skołowały różnorodnością środków wyrazu? Jednak, po kilku kolejnych przesłuchaniach, doświadczyłem na własnej skórze, że muzyka zawarta na „Impermanent Resonance”, coraz bardziej wkręca! Jest to, w rzeczy same świetna mikstura, zawierająca elementy pozornie do siebie niepasujące: metalcore, industrial, progmetal, klasyczny metal, czy hard rock, a nawet (nie boję się użyć tego słowa), po prostu Pop!

8,5/10

Marek Toma
Komentarze