10.12.2019
RECENZJE
ASTRAL DOORS - Worship or Die

JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom

DEZERTER - Undergound Out of Poland

PERIHELLIUM - Prototype

MOTHER OF MILLIONS - Artifacts

TRIBULATION - Down Below

EUROPE - Europe

JAN METUS - Time Will Dissolve Our Shadows

JAN AKKERMAN - Close Beauty

REMEMBRANCE - Fall, Obsidian Night

PETR STEPAN & BRATRSTVO LUNY - Luna nad Iglau

DESTRUCTION - Born to Perish

GALLILEOUS - Moonsooon

ISSUN - Dark Green Glow

THE PAU - Raj

THE HOLEUM - Sublime Emptiness

RONNIE WOOD WITH HIS WILD FIVE - Mad Lad: A Live Tribute to Chuck Berry

BLACK STONE CHERRY - Black To Blues 2

RHAPSODY - Dawn of Victory

FLESHWORLD - The Essence Has Changed But The Detail Remains

YOGI LANG - A Way Out Of Here

MYSTHICON - Into the Dark (EP.)

ALHENA - Breaking the Silence...by Scream

ADAM JURCZYŃSKI - Beyond the Horizon

JOE BONAMASSA - Live At the Sydney Opera House

GHOST - Infestissumam

NIKKI STRINGFIELD - Harmonies for the Haunted

MILLENIUM - The Web

FRONTBACK - Don't Mind the Noise


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - E » Earthcry - 2012 - Where the Road Leads
Earthcry - 2012 - Where the Road Leads
earthcry

1. Sailing On
2. New Fading Sun
3. Hospitality
4. Recall
5. Into the Asylum
6. Landscapes
7. Strangers
8. Uncharted
9. The Temple
10. Inside

Rok wydania: 2012
Wydawca: Revalve Records
http://www.enricosidoti.eu/
https://www.facebook.com/earthcryproject




Trochę jestem skonsternowany, że ominęło mnie to wydawnictwo. No owszem, kojarzę że widziałem gdzieś w sieci okładkę Earthcry ale „za Chiny” nie przeszło mi przez myśl, ze to może być metal-opera. Nie dość że to gatunek, po który chętnie sięgam, to jeszcze w obsadzie pojawia się kilku moich ulubionych wokalistów.
Aby formalnościom stało się zadość, wymienię ich w kolejności, w jakiej pojawiają się w booklecie: Roberto Tiranti (Labyrinth), Mark Basile (DGM), Damian Wilson (Threshold), Oliver Hartmann (ex-Empty Tremor), Zack Stevens (Savatage), Marco Sandron (Pathosray).

Najważniejsze w konstrukcji albumu jest to, że faktycznie kwestie wokalistów umieszczone są w utworach w postaci dialogów, a chóry je przeplatające dodają całości pikanterii. Muzyka, na której historia została osadzona, będzie prawdziwą gratką dla sympatyków gatunku . Nie dość że całości nie podporządkowano wokalistom, to kolejne utwory po prostu mogą się podobać i nie wieją sztucznością. Album płynie dość naturalnie a konwencja muzyki heavy/prog metalowej idealnie nadaje dynamiki historii. Bardzo miłe a i zaskakujące jest to, że w pewien sposób udało pogodzić się indywidualność wokalistów, których fragmenty są dla nich charakterystyczne, z dobrem kompozycji.

Instrumentalnie również jest wyśmienicie. Nie dość że album brzmi porządnie, to partie instrumentalne w żaden sposób nie schodzą na drugi plan. Pojawiają się i niezłe podkłady rytmiczne i kapitalne solówki (zarówno gitarowe jak i klawiszowe). Zdarza się zespołowi nawet popuścić wodzę fantazji w jednym utworze i solówka jest nieco zbyt wyeksponowana, ale w tym samym kawałku pojawia się jeden z fajniejszych refrenów na płycie przez co wrażenie przerysowania zaciera się.

Erathcry prezentuje bardzo udaną fuzję heavy metalu z powerem we włoskim stylu, prog metalowymi elementami a w zwolnieniach robi się nieco prog rockowo. Najistotniejsze jest to, że nie czujemy gwałtownych zmian stylistycznych. Jest to niewątpliwa zaleta i zaskakujący fakt jeśli uświadommy sobie jakimi ograniczeniami kieruje się gatunek rock opery, gdzie od obsady każdy fan oczekuje indywidualności.
Zaskoczyło mnie też, że o ile na początku odbierałem album w kategorii czystego prog metalu, tak z biegiem czasu i przesłuchań jawi mi się bardziej w kategoriach progresywnego rocka... fuzja ta jest udana jak choćby w Ayreon.

8,5/10

Piotr Spyra
Komentarze