15.07.2020
RECENZJE
WAVE - [Dream]

DEPECHE MODE - Live Spirits Soundtrack

THE MOTH GATHERER - Esoteric Oppression

DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019

FAIRYLAND - Osyrhianta

AL DI MEOLA – Across The Universe

KATATONIA - City Burials

DESERT NEAR THE END - Of Fire and Stars

VADER - The Darkest Age - Live '93

VADER - Solitude In Madness

TRK PROJECT - Kay & Gerda

WIEWIÓRKA NA DRZEWIE - Wiewiórka na drzewie

KAZIK - Zaraza

IN EXTREMO – Kompass zur Sonne

NEUMA - Weather

WE SELL THE DEAD - Black Sleep

ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - E » Earthcry - 2012 - Where the Road Leads
Earthcry - 2012 - Where the Road Leads
earthcry

1. Sailing On
2. New Fading Sun
3. Hospitality
4. Recall
5. Into the Asylum
6. Landscapes
7. Strangers
8. Uncharted
9. The Temple
10. Inside

Rok wydania: 2012
Wydawca: Revalve Records
http://www.enricosidoti.eu/
https://www.facebook.com/earthcryproject




Trochę jestem skonsternowany, że ominęło mnie to wydawnictwo. No owszem, kojarzę że widziałem gdzieś w sieci okładkę Earthcry ale „za Chiny” nie przeszło mi przez myśl, ze to może być metal-opera. Nie dość że to gatunek, po który chętnie sięgam, to jeszcze w obsadzie pojawia się kilku moich ulubionych wokalistów.
Aby formalnościom stało się zadość, wymienię ich w kolejności, w jakiej pojawiają się w booklecie: Roberto Tiranti (Labyrinth), Mark Basile (DGM), Damian Wilson (Threshold), Oliver Hartmann (ex-Empty Tremor), Zack Stevens (Savatage), Marco Sandron (Pathosray).

Najważniejsze w konstrukcji albumu jest to, że faktycznie kwestie wokalistów umieszczone są w utworach w postaci dialogów, a chóry je przeplatające dodają całości pikanterii. Muzyka, na której historia została osadzona, będzie prawdziwą gratką dla sympatyków gatunku . Nie dość że całości nie podporządkowano wokalistom, to kolejne utwory po prostu mogą się podobać i nie wieją sztucznością. Album płynie dość naturalnie a konwencja muzyki heavy/prog metalowej idealnie nadaje dynamiki historii. Bardzo miłe a i zaskakujące jest to, że w pewien sposób udało pogodzić się indywidualność wokalistów, których fragmenty są dla nich charakterystyczne, z dobrem kompozycji.

Instrumentalnie również jest wyśmienicie. Nie dość że album brzmi porządnie, to partie instrumentalne w żaden sposób nie schodzą na drugi plan. Pojawiają się i niezłe podkłady rytmiczne i kapitalne solówki (zarówno gitarowe jak i klawiszowe). Zdarza się zespołowi nawet popuścić wodzę fantazji w jednym utworze i solówka jest nieco zbyt wyeksponowana, ale w tym samym kawałku pojawia się jeden z fajniejszych refrenów na płycie przez co wrażenie przerysowania zaciera się.

Erathcry prezentuje bardzo udaną fuzję heavy metalu z powerem we włoskim stylu, prog metalowymi elementami a w zwolnieniach robi się nieco prog rockowo. Najistotniejsze jest to, że nie czujemy gwałtownych zmian stylistycznych. Jest to niewątpliwa zaleta i zaskakujący fakt jeśli uświadommy sobie jakimi ograniczeniami kieruje się gatunek rock opery, gdzie od obsady każdy fan oczekuje indywidualności.
Zaskoczyło mnie też, że o ile na początku odbierałem album w kategorii czystego prog metalu, tak z biegiem czasu i przesłuchań jawi mi się bardziej w kategoriach progresywnego rocka... fuzja ta jest udana jak choćby w Ayreon.

8,5/10

Piotr Spyra
Komentarze