30.09.2020
RECENZJE
EXLIBRIS - Shadowrise

THE BLACK NOODLE PROJECT - Code 2.0

KRŮK - Nibykwiaty

SPARKS – A Steady Drip, Drip, Drip

BATUSHKA – Раскол/Raskol

ABEL GANZ - The Life of the Honey Bee and Other Moments of Clarity

STEEL PROPHET - The God Machine

DEEP PURPLE - Whoosh!

BOB DYLAN - Rough And Rowdy Ways

KONTRKULTURA - Wszystko Już Powiedziane

VERBAL DELIRIUM - From The Small Hours Of Weakness

OSTA LOVE - About Time

SBB - Jerzyk

CHAOS OVER COSMOS - The Ultimate Multiverse

HOVERCRAFT - Fall

PIOTR DAMSE - Inside Outside

H-ONE - MMLXIX

ALBION - Albion

COLIN BASS /DANIEL BIRO - Still

MAGNUS KARLSSON'S FREE FALL - We Are The Night

BLACKLIGHT - Follow the Future

WAVE - [Dream]

DEPECHE MODE - Live Spirits Soundtrack

THE MOTH GATHERER - Esoteric Oppression

DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - C » California Breed - 2014 - California Breed
California Breed - 2014 - California Breed
California Breed
1. The Way
2. Sweet Tea
3. Chemical Rain
4. Midnight Oil
5. All Falls Down
6. The Grey
7. Days They Come
8. Spit You Out
9. Strong
10. Invisible
11. Scars
12. Breathe
13. Solo

Rok wydania: 2014
Wydawca: Frontiers Records
http://www.californiabreed.com/




Umarło Black Country Communion, niech żyje California Breed! Po rozstaniu z Joe Bonamassą i Derekiem Sherinianem, panowie Glenn Hughes i Jason Bonham postanowili kontynuować współpracę pod nowym szyldem. Zaprosili na pokład młodego, zdolnego gitarzystę Andrew Watta (poleconego przez Juliana Lennona, ten z kolei pojawia się gościnnie w kompozycji “Breathe“), z którym przygotowali debiutancki album zatytułowany nazwą zespołu.

Zaczyna się ta płyta zgodnie z hitchcockowską receptą na film: od trzęsienia ziemi. „The Way“ to znakomity rockowy kawałek. Hughes śpiewa z mocą i zadziorem w głosie jakby liczył dwadzieścia a nie sześćdziesiąt wiosen, utwór napędzany jest również świetnym gitarowym riffem, nad całością unosi się duch Led Zeppelin.

Czy dalej - trzymając się Hitchcocka - napięcie jeszcze rośnie? Tu miałbym już pewne wątpliwości. Owszem, jest znakomity „Chemical Rain“, w którym panowie mieszają klasyczny rock, psychodelię i tak lubiane przez Hughesa soulowe klimaty. Pod kategorię „high voltage“ zdecydowanie podchodzi również „Midnight Oil“ (znów świetny riff i sporo dobrze rockującego soulowania). Udała im się również ballada „All Falls Down“ - przypominają się najlepsze czasy Free i Bad Company, a Hughes po raz kolejny prezentuje swój wokalny kunszt.

Szkoda tylko, że im dalej w las tym częściej można spotkać - przyzwoite wprawdzie - ale tylko wypełniacze. Albo inaczej: powyższe kompozycje tak wysoko zawiesiły poprzeczkę, że kiedy trafiamy na coś „tylko“ dobrego można odczuć lekki niedosyt.

Jeśli bawić się w porównania California Breed do BCC... Formuła nowego projektu - klasyczne power trio - sprawia, że muzyka jest zdecydowanie bardziej surowa, niż na płytach kwartetu Hughes - Bonamassa - Sherinian - Bonham. Aczkolwiek inspiracje są podobne: nadal obracamy się w rockowych latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych (ze wskazaniem na Led Zeppelin).

Udała im się ta płyta. Oby żywot California Breed okazał się dłuższy niż jego protoplasty...

8/10

Robert Dłucik
Komentarze