22.01.2020
RECENZJE
BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath

MARCIN PAJAK - Other Side

V/A - Tribute to ACID DRINKERS - Ladies And Gentlemen On Acid

HOVERCRAFT - Full of Eels

NO MORE JOKES - A Ludzie Się Patrzą...

DAN McCAFFERTY – Last Testament

RPWL - Live From Outer Space

SUPERSONIC BLUES MACHINE - Road Chronicles: Live!

ASTRAL DOORS - Worship or Die

JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom

DEZERTER - Undergound Out of Poland

PERIHELLIUM - Prototype


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - S » Slipknot - 2014 - .5: The Gray Chapter
Slipknot - 2014 - .5: The Gray Chapter
.5: The Gray Chapter1. XIX
2. Sarcastrophe
3. AOV
4. The Devil In I
5. Killpop
6. Skeptic
7. Lech
8. Goodbye
9. Nomadic
10. The One That Kills The Least
11. Custer
12. Be Prepared For Hell
13. The Negative One
14. If Rain Is What You Want

Rok wydania: 2014
Wydawca: Warner
http://www.slipknot1.com/




Rok 2014 powoli się kończy. Czas, więc na liczne podsumowania, które już niebawem będą bombardowały nas ze wszystkich stron. Najlepszy album, najlepszy utwór, największe rozczarowanie etc. Ja akurat ten okres bardzo lubię. Pod koniec grudnia sam układam swoją listę ulubionych płyt, które najczęściej gościły w moim odtwarzaczu w minionym roku. Z moich obliczeń, niżej opisany album wygrał zdecydowanie. Nokautując w pierwszej rundzie całą resztę.

Album, który tak naprawdę mógł w ogóle nie powstać. Nie byłoby żadnym zaskoczeniem, gdyby Slipknot zakończył definitywnie działalność po tragicznej śmierci basisty Paula Greya. To nie był koniec wewnętrznych problemów. Czarne chmury zebrały się nad zespołem raz jeszcze. Z grupy odszedł/został wyrzucony perkusista - Joey Jordison. Wrócili silniejsi niż kiedykolwiek (podobnie jak AC/DC w 1980) i nagrali wspaniałe dzieło, które od początku do końca trzyma wysoki poziom. Mimo tego, że trwa niecałe 64 minuty (w dzisiejszych czasach to dużo), w żadnym wypadku nie nuży.

”.5: The Gray Chapter” rozpoczyna się podniosłym, lamentowym intro „XIX” budującym napięcie. Idealnie wprowadzającym nas w klimat całości. A klimat to niewesoły – pełen cierpienia, co widać po tytułach poszczególnych utworów (nie jest to jednak concept album). Naznaczone to wszystko stratą przyjaciela, któremu to oddano także hołd w tytule krążka. Dobrze jednak, że nie tłumili tych wszystkich emocji w sobie i potrafili je z siebie wyrzucić, co słychać w nowych utworach. Taki jest slayerowaty „AOV” z przepięknym przełamaniem w refrenie albo pełen furii „Sarcastrophe”. Ładunek emocjonalny doświadczymy także w spokojniejszych momentach - w balladzie „Goodbye” (złośliwi stwierdzą, że za bardzo „zalatuje” Stone Sour, macierzystą formacją wokalisty), która spokojnie mogłaby się znaleźć na „Vol. 3”. Idealnie wymieszano więc proporcje - metalowy czad i ogromny ładunek przebojowości świetnie ze sobą współgrają i uzupełniają.

Dalej wcale nie jest gorzej. „The Devil In I” to walec jakich mało, a do tego ma szansę stać się wymiataczem koncertowym. Następny w kolejce „Killpop” utwierdza w przekonaniu, że Corey Taylor jest bardzo utalentowanym wokalistą. W ciągu zaledwie czterech minut potrafi się wydrzeć, by chwilę później zaśpiewać tak melodyjnie, jak nikt inny. Słowa uznania należą się także Craigowi Jonesowi, odpowiedzialnemu za sample, które bez wątpienia ubarwiają całość (chociażby „Custer”, gdzie brzmi to, jak odgłos kserokopiarki albo „The Negative One”). O perkusji (a raczej – instrumentach perkusyjnych) nie muszę nawet wspominać, bo to klasa sama w sobie. Znak rozpoznawczy Slipknota. Dodam tylko, że panowie wymiatają, aż miło („AOV”, „Lech”, „Nomadic” to tylko pierwsze przykłady z brzegu). Polecam zapoznać się z całością na słuchawkach, aby poczuć potężne brzmienie Greg’a Fieldmana. Czapki z głów.

Ktoś w sieci napisał, że „.5: The Gray Chapter” to połączenie agresji „Iowy”, psychodeliczności debiutu (słychać to w króciutkim „Be Prepared for Hell”) i przebojowości „Vol. 3: (The Subliminal Verses)”. Może to trochę zbyt ogólne stwierdzenie, ale pasuje tutaj, jak ulał. Od siebie bym dodał, że wyszła z tego kapitalna mieszanka, dzięki której możemy obcować z jednym z najlepszych albumów metalowych ostatnich lat. Mimo tego, że od premiery minęły już dwa miesiące, nadal kopara opada. A wciskanie przycisku „repeat” cieszy, jak nigdy.

10/10

Szymon Bijak
Komentarze