11.12.2019
RECENZJE
SUPERSONIC BLUES MACHINE - Road Chronicles: Live!

ASTRAL DOORS - Worship or Die

JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom

DEZERTER - Undergound Out of Poland

PERIHELLIUM - Prototype

MOTHER OF MILLIONS - Artifacts

TRIBULATION - Down Below

EUROPE - Europe

JAN METUS - Time Will Dissolve Our Shadows

JAN AKKERMAN - Close Beauty

REMEMBRANCE - Fall, Obsidian Night

PETR STEPAN & BRATRSTVO LUNY - Luna nad Iglau

DESTRUCTION - Born to Perish

GALLILEOUS - Moonsooon

ISSUN - Dark Green Glow

THE PAU - Raj

THE HOLEUM - Sublime Emptiness

RONNIE WOOD WITH HIS WILD FIVE - Mad Lad: A Live Tribute to Chuck Berry

BLACK STONE CHERRY - Black To Blues 2

RHAPSODY - Dawn of Victory

FLESHWORLD - The Essence Has Changed But The Detail Remains

YOGI LANG - A Way Out Of Here

MYSTHICON - Into the Dark (EP.)

ALHENA - Breaking the Silence...by Scream

ADAM JURCZYŃSKI - Beyond the Horizon

JOE BONAMASSA - Live At the Sydney Opera House

GHOST - Infestissumam

NIKKI STRINGFIELD - Harmonies for the Haunted

MILLENIUM - The Web


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - E » Eclipse - 2015 - Armageddonize
Eclipse - 2015 - Armageddonize
eclipse

1. I Don't Wanna Say I'm Sorry
2. Stand On Your Feet
3. The Storm
4. Blood Enemies
5. Wide Open
6. Live Like I'm Dying
7. Breakdown
8. Love Bites
9. Caught Up In The Rush
10. One Life - My Life
11. All Died Young

Rok wydania: 2015
Wydawca: Frontiers
https://www.facebook.com/EclipseSweden



Zespół ECLIPSE od kilku wydawnictw nie zaskakuje. Ale to zdanie wcale nie miało być zarzutem. Pionierzy nowej fali szwedzkiego hard rocka (jeszcze sprzed czasów sleeze), raczą nas nieodmienne bardzo dobrymi krążkami. Ultramelodyjne, energetyczne granie, które stroni przy tym od powtarzalności nudy i banału - to coś czego oczekuję po każdej ich kolejnej płycie - i na szczęście za każdym razem oczekiwania te zostają spełnione.

Chwytliwe refreny, które kołaczą się po głowie, riffowanie które sprawia że przytupujemy i machamy głową oraz jakaś wyjątkowo dobra ręka do produkcji, dzięki której mimo gęstych klawiszowych ścian, serwowanych nieoszczędnie - muzyka nie traci pazura. Niby wszystko jest do bólu przewidywalne, ale nieodmiennie każda ich produkcja sprawia, że reaguję entuzjazmem. Eclipse wyjątkowo potrafi w tym gatunku utrzymać w napięciu od pierwszego do ostatniego dźwięku. Zaskakujące jest to, że płyta nie tylko utrzymuje napięcie, to nawet z biegiem trwania to odczucie się potęguje. Przy okazji "Armageddonize" zwróciłem uwagę na dodatkowy smaczek - wplecione tu i owdzie akustyczne elementy, a to pianina a to gitary, czasem zaszyte pomiędzy tumult instrumentów i trudne do wyłapania... tym bardziej doceniam taką staranność. W całym urodzaju dobrych utworów odstępstwami stylistycznymi są power-ballada "Live Like I'm Dying", która wywołuje odruchowe przytaknięcie aprobaty, jakby jeszcze szybszy i bardziej charakterny od reszty "Love bites" i "Stand on your feet", który swobodnie przyrównam energią do utworu tytułowego z płyty poprzedniej. Nawet southernowo-pudlowy wstęp do "Breakdown", jest tu urokliwy, bo przywodzi na myśl choćby wczesne Bon Jovi. Jeśli chodzi o Eclipse, z powodzeniem mogą single wybierać losowo. Każdy kawałek jest reprezentatywny i zachęci do sięgnięcia po krążek.

Dla sympatyków melodyjnego hard rocka i AOR z pazurami - pozycja obowiązkowa.
Wracając do wstępu - Eclipse raczy nas płytą, która jest tak dobra jak poprzednia - czyli bardzo dobra. To jeden z tych zespołów o który pytacie z nadzieją, na otrzymanie odpowiedzi, że u nich bez zmian.

8,5/10

Piotr Spyra
Komentarze