12.12.2019
RECENZJE
RPWL - Live From Outer Space

SUPERSONIC BLUES MACHINE - Road Chronicles: Live!

ASTRAL DOORS - Worship or Die

JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom

DEZERTER - Undergound Out of Poland

PERIHELLIUM - Prototype

MOTHER OF MILLIONS - Artifacts

TRIBULATION - Down Below

EUROPE - Europe

JAN METUS - Time Will Dissolve Our Shadows

JAN AKKERMAN - Close Beauty

REMEMBRANCE - Fall, Obsidian Night

PETR STEPAN & BRATRSTVO LUNY - Luna nad Iglau

DESTRUCTION - Born to Perish

GALLILEOUS - Moonsooon

ISSUN - Dark Green Glow

THE PAU - Raj

THE HOLEUM - Sublime Emptiness

RONNIE WOOD WITH HIS WILD FIVE - Mad Lad: A Live Tribute to Chuck Berry

BLACK STONE CHERRY - Black To Blues 2

RHAPSODY - Dawn of Victory

FLESHWORLD - The Essence Has Changed But The Detail Remains

YOGI LANG - A Way Out Of Here

MYSTHICON - Into the Dark (EP.)

ALHENA - Breaking the Silence...by Scream

ADAM JURCZYŃSKI - Beyond the Horizon

JOE BONAMASSA - Live At the Sydney Opera House

GHOST - Infestissumam

NIKKI STRINGFIELD - Harmonies for the Haunted


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - 0-9 » 2TM2,3 - 2015 - Źródło
2TM2,3 - 2015 - Źródło
2TM2,3 - 2015 - Źródło

1. Haraqia
2. Nikt nie może służyć dwóm Panom
3. Eli Eli Lamma Sabahtani
4. Duszu swoju
5. Źródło
6. Po tamtej stronie rzeki
7. Lamentacja
8. Maria Maria
9. Szukałem miłości
10. Szema Izrael
11. Hymn 2
12. 22

Rok wydania: 2015
Wydawca: Stage Diving Club
https://www.facebook.com/2tm23akustyczny




2T2M,3. Jeden z najbardziej nietuzinkowych zespołów w naszym kraju. Po pierwsze: to supergrupa. Kto nie zna Litzy (Luxtorpeda, KNŻ), Maleo (Maleo Reggae Rockers, a kiedyś m.in. Houk) i Budzego (Armia, Trupia Czaszka)? Tacy muzycy gwarantują muzykę ze stemplem najwyższej jakości. Po drugie – teksty zaczerpnięte z Biblii powodują, że Tymoteusz to ewenement na krajowym podwórku. Plus eklektyzm muzyczny. Panowie potrafią konkretnie przyłoić, ale także przekonująco wypaść w akustycznym obliczu.

Czas oczekiwania na następcę „Dementi” (dokładnie: 7 lat) niewątpliwie się wydłużał. Trudno było jednak spodziewać się szybkiego nagrania następcy. W 2011 zawiesili działalność po śmierci „Stopy”, jednego z najbardziej wszechstronnych perkusistów, ale przede wszystkim – filaru 2TM2,3. Na szczęście zespół nie złożył broni. Już na jesieni następnego roku zaczęły pojawiać się pomysły na nowe utwory. Musiało być ich na tyle dużo, że zapowiedziano podwójny album o różnych tytułach: „Alpha” i „Omega” (materiał cięższy i akustyczny). Do tego jednak nie doszło. Otrzymaliśmy na razie pierwszą część większej całości.

„Źródło” reprezentuje oblicze łagodniejsze. W pierwszej chwili byłem lekko zawiedziony. Czekałem z wypiekami na twarzy na mocne łupnięcie w stylu „888”. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Może nie ma ostrych brzmień (choć są wyjątki), ale wersja „unplugeed” również daje wiele radości. Najlepszym przykładem – „Eli Eli Lamma Sabahtani”. Litzowy riff zapada od razu w pamięć. Podobnie jak melodyjny refren. Na żywo sprawdzi się idealnie. Mocny jest także zamykający” 22 z przesterowanymi gitarami, którym blisko do klimatów stonerowych. Mam nadzieję, że tym tropem podążą na następnej płycie.

Nurt klasyczny reprezentuje „Nikt nie może służyć dwóm panom” (Tymoteuszowy refren!) z Budzyńskim na wokalu. Smyki, pełno etnicznych smaczków w tle zdecydowanie na plus. Z kolei w utworze tytułowym dużo słychać solowego oblicza wokalisty Armii, a „Lamentacja” to już czysty, psychodeliczny (9 minut!) odjazd. A co z Maleo? Oprócz wspomnianego „Eli Eli…” udziela się w „Po tamtej stronie rzeki” (aż prosi się o wersję elektryczną) oraz reggae’owym „Szukałem miłości” w duecie z Angeliką. Efekt? Wyborny, mógłbym słuchać tej kompozycji bez końca. Jest jeszcze nowa wersja „Szema Izrael”, która wypada równie dobrze, jak na drugim albumie. Pozostałe utwory to już popis Angeliki Korszyńskiej-Górny, która gra w nich pierwsze skrzypce. Niewątpliwie etniczne klimaty urozmaicają całość.

Cieszę się, że po kilkuletniej płytowej posusze wrócili z naprawdę przyzwoitym, akustycznym materiałem. Do „Źródła” będę więc często wracał. Choć nie ukrywam, że już ostrzę sobie ząbki na drugą część, która ma być bardziej czadowa (tutaj mamy tylko mały przedsmak). A na razie jeszcze kilka miesięcy po obcuje z „bezprądowym” obliczem Tymoteusza.

7,5/10

Szymon Bijak
Komentarze