06.07.2020
RECENZJE
MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019

FAIRYLAND - Osyrhianta

AL DI MEOLA – Across The Universe

KATATONIA - City Burials

DESERT NEAR THE END - Of Fire and Stars

VADER - The Darkest Age - Live '93

VADER - Solitude In Madness

TRK PROJECT - Kay & Gerda

WIEWIÓRKA NA DRZEWIE - Wiewiórka na drzewie

KAZIK - Zaraza

IN EXTREMO – Kompass zur Sonne

NEUMA - Weather

WE SELL THE DEAD - Black Sleep

ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift

EDDIE MULDER - Victory

DIAPOSITIVE - Give Me A Ride


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - E » Eagles of Death Metal - 2015 - Zipper Down
Eagles of Death Metal - 2015 - Zipper Down
eodm


1. Complexity
2. Silverlake (K.S.O.F.M.)
3. Got a Woman
4. I Love You All the Time
5. Oh Girl
6. Got the Power
7. Skin-Tight Boogie
8. Got a Woman (slight return)
9. The Deuce
10. Save a Prayer (Duran Duran cover)
11. The Reverend

Rok wydania: 2015
Wydawca: Downtown Recordings
https://www.facebook.com/eaglesofdeathmetal





Może to górnolotne stwierdzenie i nie każdy musi się z nim zgadzać, że Josh Homme to muzyczny Król Midas – w czymkolwiek macza palce to wychodzi album przynajmniej przyzwoity. Zazwyczaj mamy jednak do czynienia z czymś znakomitym (płyty Kyuss i Queens of the Stone Age to już klasyka rocka). W przypadku jego pobocznego projektu Eagles of Death Metal, w którym współpracuje z Jessem Hughsem, bywało różnie. Części nie podobała się jajcarska otoczka, dla innych nie było to zbyt odkrywcze. Jeśli nadal istnieje ktoś taki, co tak uważa, to po wysłuchaniu „Zipper Down” szybko powinien zmienić zdanie.

Praktycznie nic się nie zmieniło. Nadal lubią zrobić coś mniej poważnego, wciąż czerpią garściami z garażowego rocka przełomu lat 60/70 oraz „pustynnej” twórczości Homme’a, ale robią to po swojemu i przy okazji lepiej niż na poprzednich płytach. Orły Death Metalu po długiej nieobecności (siedem lat to szmat czasu) powracają z materiałem, który – po prostu – skopie wszystkim tyłki. Szybko (tylko 35 minut muzyki), ale konkretnie - bez zbędnych wypełniaczy, co jest godne podziwu.

Tak jak otwierający „Complexity”, który można śmiało nazwać bezczelnie przebojowym numerem. Prosto i do celu bez oglądania się na współczesne trendy – sprawdzona recepta, której muzycy Eagles of Death Metal na „Zipper Down” się trzymają. Następny „Silverlake (K.S.O.F.M.)” to podobny kaliber. Energetyczny numer przy okazji zaśpiewany dość dziwacznie. Frakcję, gdzie dominuje żart, reprezentują ponadto „Got the Power” (w szczególności zwariowany początek), szybki „Got a Woman” z chórkami w refrenie i klaskaniem zarazi każdego dobrą energią, a także 40-sekundowa repryza tego ostatniego. Kwestię dowcipu zamyka z kolei okładka. Może i tandetna (mnie się tam akurat podoba), ale idealnie wpisująca się w konwencję, do której przyzwyczaili nas muzycy. Wróćmy jednak do muzyki. W „I Love You All the Time” możemy dosłuchać się późnych Beatlesów, ale utwór jednocześnie mógłby spokojnie znaleźć się na „…Like Clockwork”, ostatnim QOTSA. Psychodelicznie (również bardzo queensowo) robi się przy okazji „Skin-Tight Boogie”, gdzie wokalnie wspomaga chłopaków pewna dziewczyna. Całość jest tak naprawdę bardzo równa, ale na osobną pochwałę zasługuje przeróbka „Save a Prayer” z repertuaru Duran Duran. Przefiltrowali na swój sposób jedną z najpiękniejszych ballad i wyszło im coś w klimacie Desert Sessions. Taka mała wisienka na torcie.

Podobno żart bawi odbiorcę tylko za pierwszym razem. W przypadku muzycznej odmiany ta zasada nie do końca się sprawdza. Udowadniają to Eagles of Death Metal, którzy nagrali imprezową, przebojową i po prostu świetną płytę. Zapraszając po raz kolejny słuchaczy do ich zwariowanego świata. „Zipper Down” ma się ochotę słuchać bez końca. Szczególnie teraz. W okresie, gdy powolutku zbliża się do nas mniej „pustynna” pogoda. Na jesienno-zimową chandrę jak znalazł.

8,5/10

Szymon Bijak
Komentarze