28.03.2020
RECENZJE
NOMAD - Transmogrification (Partus)

INVERTIGO - Inmotion

JULIA MII - To ja, księżyc

DEPECHE MODE - Speak & Spell

VOLTURYON - Cleansed by Carnage

DIABULUS IN MUSICA – Euphonic Entropy

PENDRAGON - Love Over Fear

LIZARD - Master & M

MECH - Tasmania

SEPULTURA - Quadra

MARKO HIETALA - Pyre Of The Black Heart

SUBTERFUGE - Prometheus

VIRGIN SNATCH - Vote is a Bullet

DEPECHE MODE - Delta Machine

MYSTERY - Live in Poznań

SBB - Welcome

KILLSORROW - Killsorrow

FLAMING ROW - The Pure Shine

VOYAGER - Colours in the Sun

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

CETI - Oczy Martwych Miast

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

KING! AUTOBIOGRAFIA - Staszczyk, Księżyk

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

BLIND EGO - Preaching To The Choir

SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - K » Komety - 2016 - Bal nadziei
Komety - 2016 - Bal nadziei

KOMETY - Bal nadziei


Komety - Bal nadziei

1. Duża nieostrożność
2. Za chwilę się uduszę
3. Niebezpieczny mózg
4. Namiętność kochanków
5. Hotel Artemis
6. Jutro
7. Krzywe nogi
8. Mogłem być tobą
9. Nie mogę przestać o tobie myśleć
10. Prywatne piekło
11. Bal nadziei
12. W dżinsach i w swetrze
13. Bezsenne noce
14. Dla ciebie nie istnieję
15. Ona i niestety on
16. Spotkajmy się pod koniec sierpnia
17. Kieszonkowiec Darek

Rok wydania: 2016
Wydawca: Thin Man Records
http://www.komety.com/





Ostatnie dwa albumy studyjne Komet, „Luminal” oraz „Paso Fino”, zaskoczyły pewnie niejedną osobę. Od zawsze zespół kojarzony był wyłącznie z punkiem i rockabilly, z muzyką surową, minimalistyczną, ale trafiającą prosto w punkt. Na wspomnianych płytach Lesław, lider grupy, poszukiwał nowej drogi, eksperymentował. Wyróżniały się one na tle poprzednich krążków bogactwem aranżacyjnym i muzycznym zróżnicowaniem. Oczywiście nadal było wiadomo, z kim zacz, jednakże zmiany były słyszalne. Postanowiono więc ten etap działalności podsumować płytą koncertową „Bal Nadziei”.

Ktoś mógłby pomyśleć, że nowe utwory na żywo będą wykonywane w skali 1:1, bez żadnych zmian. Nic bardziej mylnego. Zamiast wszelakich ozdobników, trąbek, organów czy smyczków, stawiają na punkrockową prostotę. Wydaje się więc, że to logiczna kontynuacja „Złota Azteków” z 2009 roku, poprzedniej koncertówki, którą również cechował czad i energia bijąca z głośników. Jest tylko gitara, bas i bębny oraz oczywiście charakterystyczny głos Lesława, nie dający się pomylić z żadnym innym.

17 utworów, niecałe 50 minut muzyki – same te liczby dają dobre wyobrażenie, jak zespół podchodzi do występów live. Ma być konkretnie, bez zbędnych dłużyzn, a piosenki powinny bronić się same. I w rzeczywistości tak jest. Pod względem repertuaru postawili na bogatą reprezentację płyt „Luminal” i „Paso Dino”, nie zapomnieli jednak o swoich największych przebojach („Bezsenne noce”, „W dżinsach i w swetrze”, „Krzywe nogi”), sięgnęli również do czasów Partii („Kieszonkowiec Darek”), nie zabrakło ciekawostek („Za chwilę się uduszę” z fajnym, wyrazistym riffem, które nigdy nie ukazało się na żadnym oficjalnym wydawnictwie). Co ważne materiał nie pokrywa się zbytnio ze „Złotem Azteków” i podobnie jak tamto wydawnictwo, „Bal Nadziei” nie jest zapisem jednego występu. Po przesłuchaniu byłem lekko zaskoczony, że utwory pochodzą z różnych koncertów, bo całość brzmi bardzo spójnie. Można tylko bić brawa realizatorom.

Komety w wersji studyjnej i koncertowej to dwa odrębne światy. W obu przypadkach jednak nie zawodzą. A to przecież najważniejsze!

7/10

Szymon Bijak
Komentarze