20.01.2018
RECENZJE

• OBIBOX - Czasy Niepewne
• RUNNING WILD - Death or Glory
• JUDAS PRIEST - Painkiller
• MAREK BILIŃSKI - E≠mc²
• LESOIR - Latitude
• BEYOND CHRONICLES - Human Nation
• LOCH VOSTOK - Strife
• HARMORAGE - Psychico Corrosif
• MASACHIST - The Sect (death REALigion)
• WOJCIECH CIURAJ - Ballady Bez Romansów
• CRADLE OF FILTH - Cryptoriana - The Seductiveness of Decay
• DAISY DRIVER - Nulle Part
• H.E.A.T. - Into The Great Unknown
• NOVEMBER MIGHT BE FINE - South
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• JETHRO TULL - Bydgoszcz
• HELLOWEEN - Warszawa
• COCHISE - Chorzów
• TESTAMENT, ANNIHILATOR, DEATH ANGEL - Wrocław
• ANATHEMA - Warszawa
• TESTAMENT, ANNIHILATOR, DEATH ANGEL - Warszawa
• EPICA, VUUR, MYRATH - Kraków
• KABAT - Trzyniec
• UNEVEN STRUCTURE, VOYAGER, MENTALLY BLIND - Wrocław
• PRISTINE - Chorzów
• PROCOL HARUM - Katowice
• SEATTLE NIGHT V - Warszawa

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• FACTOR 8
• NOCTURNAL RITES - Nils Eriksson
• COMMUNIC - Oddleif Stensland
• CRYSTAL VIPER - Marta Gabriel
• SINNER - Tom Naumann
• HELLOWEEN - Michael Weikath
• DAS MOON / WE HATE ROSES - Daisy Kowalsky

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• KAIPA - Hans Ludin - Interview
• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview
• SERIOUS BLACK - Dominik Sebastian - Interview

more articles


Nawigacja
Artykuły » Relacje z koncertów » 2017.03.28 THE NEAL MORSE BAND - Progresja - Warszawa
2017.03.28 THE NEAL MORSE BAND - Progresja - Warszawa

28.03.2017
THE NEAL MORSE BAND
Progresja - Warszawa




neal morse bandZ wielkim entuzjazmem i jednocześnie sporymi obawami jechałem na koncert niemal legendarnego już muzyka amerykańskiego Neala Morse'a ze swoim zespołem, bo prawie dokładnie półtora roku wcześniej, w tym samym miejscu oglądałem jego brata Alana i grupę Spock's Beard, a na wyśmienity koncert przyszło wtedy około stu widzów, z tego niemal połowa to dziennikarze, fotoreporterzy i zaproszeni goście. Jakież było moje zdziwienie, gdy zastałem warszawski klub Progresja wypełniony prawie po brzegi rozentuzjazmowanymi fanami...


Neal Morse to już niemal instytucja w światku muzyki progresywnej. Pochodzący z okolic Los Angeles muzyk założył wraz ze swoim bratem bardzo ceniony zespół Spock's Beard. Po wydaniu 10 płyt i dwóch koncertówek na DVD muzyk opuścił grupę i rozpoczął karierę solową, wydając kilkanaście płyt, współpracując z wieloma znakomitymi muzykami m.in. Stevem Hackettem, Alem Stewartem, Peterem Whitem, Jordanem Rudessem, Markiem Lenigerem, różnymi zespołami jak: Salem Hill, Ajalon, Ayreon, Windows czy wreszcie grając i śpiewając w super grupie Transatlantic, z którą wydał sześć bardzo cenionych płyt. W 2013 roku zawitał ze swoim zespołem do Polski na festiwal Drum Fest, gdzie dał podobno bardzo dobry koncert przy niestety garstce publiczności.


W marcu zespół The Neal Morse Band przyjechał do Warszawy promować swoje najnowsze, doskonale przyjęte przez fanów proga wydawnictwo pt. The Similitude Of A Dream, które okrzyknięto jedną z najlepszych ubiegłorocznych płyt progresywnych. Niemal cały warszawski koncert wypełniły dźwięki z tego monumentalnego, dwupłytowego dzieła, trwającego ponad 106 minut. Licznie zgromadzona i bardzo gorąco reagująca warszawska publiczność miała okazję usłyszeć i zobaczyć na scenie prawdziwych profesjonalistów. Znakomicie prezentował się za potężnym zestawem bębnów okrzyknięty niegdyś najlepszych perkusistą koncertowym świata Mike Portnoy. Muzyk doskonale znany z długoletnich występów w zespole Dream Theater, także z grupy Transatlantic, dał pokaz prawdziwego kunsztu gry na bębnach. Świetnie współgrał z nim leciwy, ale wciąż obdarzony dużym muzycznym temperamentem basista Randy George, znany wcześniej z występów w zespole Ajalon. Świetnie na klawiszach uzupełniał lidera zespołu Bill Hubauer, który grał z wielką lekkością i ogromnym feelingiem. Najmłodszy w tym gronie – gitarzysta Eric Gillette - był dla mnie prawdziwym objawieniem tego koncertu. Technicznie nienaganny, momentami bardzo żywiołowy, chwilami nostalgiczny i rozmarzony, grał po prostu świetnie. Jego kilka wspaniałych, zakręconych solówek publiczność na pewno zapamięta na długo... I wreszcie główny bohater wieczoru – Neal Morse. Już 57-letni muzyk kipiał energią niczym nastolatek. Od pierwszych utworów nawiązał wspaniały kontakt z warszawską publicznością i podczas dwugodzinnego występu dał z siebie naprawdę wszystko. Znakomicie śpiewał, grał na gitarach i klawiszach, dyrygował publicznością i swoim zespołem, udowadniając, że jest prawdziwym scenicznym „zwierzęciem” i jednocześnie genialnym muzykiem, który niemal każdego roku wydaje płyty pełne znakomitych, wciąż świeżych i atrakcyjnych dźwięków!


Oprócz walorów stricte muzycznych /wypada pochwalić znakomite, selektywne nagłośnienie grupy/, warszawski koncert miał także znakomitą oprawę świetlno-wizualną. Scena prezentowała się naprawdę ciekawie i ze względu na świetną grę świateł, ale także z uwagi na ciekawe i różnorodne obrazki wyświetlane nad zespołem. Jeśli dodam do tego znakomitą atmosferę na widowni i cudowne bisy w postaci bardzo energetycznego kawałka pt. Agenda i wspaniałego, wręcz pompatycznego utworu pt. The Call – to obraz tego magicznego wieczoru będzie pełny. Mój przyjaciel Marek z Inowrocławia podsumował ten wieczór krótko – spełniło się jedno z jego muzycznych marzeń! Myślę, że wielu uczestników warszawskiego koncertu mogłoby powiedzieć podobnie, bo występy Neala Morse'a z zespołem należą do tych, które pamięta się latami...

TNMB

TNMB

TNMB

TNMB

TNMB

TNMB


Profesjonalistów zza oceanu podziwiał i oklaskiwał
Andrzej „Gandalf” Baczyński
Zdjęcia: Marek "Grendel" Śmietański
Komentarze