26.09.2017
RECENZJE

• MURDER SHOW - Warning
• SYNDIA - Syndia
• METUS - Black Butterflies
• AVE - Ave
• PRISTINE - Ninja
• MORDOR - Nothing...
• THALAMUS - Hiding From Dylight
• KORPIKLAANI - Live At The Masters of Rock
• MILLENIUM - The Cinema Show
• MOONSPELL - Extinct
• AYDEN - Identity
• THE PRISONER - Life of the Mind
• 1000DEAD - Thousanddead
• NERVECELL - Past, Present... Torture
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• SUNRISE - Ostrów Wielkopolski
• ULI JON ROTH, THE HEAVY CRAWLS - Katowice.
• INO ROCK - Inowrocław
• PROG IN PARK - Warszawa
• RIVERSIDE, LION SHEPHERD, SLTEOTW - Katowice
• BLAZE BAYLEY - Tychy
• VOTUM, ART OF ILLUSION - Chorzów
• THE NEAL MORSE BAND - Warszawa
• THE BREW - Piekary Śl.
• PROGROCKFEST 2017 - Legionowo
• SIENA ROOT, BRAIN CONNECT - Chorzów

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• INDYGO
• NOVVA - Łukasz Stalmach
• RHAPSODY OF FIRE - Alex Staropoli
• LoTH - Maciej Sołtys
• PROCOL HARUM - Gary Brooker
• SNAKEBITE
• BLAZE BAYLEY

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview
• SERIOUS BLACK - Dominik Sebastian - Interview
• GUNSEN - The Adventure Of The Devil's Note - Review

more articles


Nawigacja
Artykuły » Relacje z koncertów » 2017.03.28 THE NEAL MORSE BAND - Progresja - Warszawa
2017.03.28 THE NEAL MORSE BAND - Progresja - Warszawa

28.03.2017
THE NEAL MORSE BAND
Progresja - Warszawa




neal morse bandZ wielkim entuzjazmem i jednocześnie sporymi obawami jechałem na koncert niemal legendarnego już muzyka amerykańskiego Neala Morse'a ze swoim zespołem, bo prawie dokładnie półtora roku wcześniej, w tym samym miejscu oglądałem jego brata Alana i grupę Spock's Beard, a na wyśmienity koncert przyszło wtedy około stu widzów, z tego niemal połowa to dziennikarze, fotoreporterzy i zaproszeni goście. Jakież było moje zdziwienie, gdy zastałem warszawski klub Progresja wypełniony prawie po brzegi rozentuzjazmowanymi fanami...


Neal Morse to już niemal instytucja w światku muzyki progresywnej. Pochodzący z okolic Los Angeles muzyk założył wraz ze swoim bratem bardzo ceniony zespół Spock's Beard. Po wydaniu 10 płyt i dwóch koncertówek na DVD muzyk opuścił grupę i rozpoczął karierę solową, wydając kilkanaście płyt, współpracując z wieloma znakomitymi muzykami m.in. Stevem Hackettem, Alem Stewartem, Peterem Whitem, Jordanem Rudessem, Markiem Lenigerem, różnymi zespołami jak: Salem Hill, Ajalon, Ayreon, Windows czy wreszcie grając i śpiewając w super grupie Transatlantic, z którą wydał sześć bardzo cenionych płyt. W 2013 roku zawitał ze swoim zespołem do Polski na festiwal Drum Fest, gdzie dał podobno bardzo dobry koncert przy niestety garstce publiczności.


W marcu zespół The Neal Morse Band przyjechał do Warszawy promować swoje najnowsze, doskonale przyjęte przez fanów proga wydawnictwo pt. The Similitude Of A Dream, które okrzyknięto jedną z najlepszych ubiegłorocznych płyt progresywnych. Niemal cały warszawski koncert wypełniły dźwięki z tego monumentalnego, dwupłytowego dzieła, trwającego ponad 106 minut. Licznie zgromadzona i bardzo gorąco reagująca warszawska publiczność miała okazję usłyszeć i zobaczyć na scenie prawdziwych profesjonalistów. Znakomicie prezentował się za potężnym zestawem bębnów okrzyknięty niegdyś najlepszych perkusistą koncertowym świata Mike Portnoy. Muzyk doskonale znany z długoletnich występów w zespole Dream Theater, także z grupy Transatlantic, dał pokaz prawdziwego kunsztu gry na bębnach. Świetnie współgrał z nim leciwy, ale wciąż obdarzony dużym muzycznym temperamentem basista Randy George, znany wcześniej z występów w zespole Ajalon. Świetnie na klawiszach uzupełniał lidera zespołu Bill Hubauer, który grał z wielką lekkością i ogromnym feelingiem. Najmłodszy w tym gronie – gitarzysta Eric Gillette - był dla mnie prawdziwym objawieniem tego koncertu. Technicznie nienaganny, momentami bardzo żywiołowy, chwilami nostalgiczny i rozmarzony, grał po prostu świetnie. Jego kilka wspaniałych, zakręconych solówek publiczność na pewno zapamięta na długo... I wreszcie główny bohater wieczoru – Neal Morse. Już 57-letni muzyk kipiał energią niczym nastolatek. Od pierwszych utworów nawiązał wspaniały kontakt z warszawską publicznością i podczas dwugodzinnego występu dał z siebie naprawdę wszystko. Znakomicie śpiewał, grał na gitarach i klawiszach, dyrygował publicznością i swoim zespołem, udowadniając, że jest prawdziwym scenicznym „zwierzęciem” i jednocześnie genialnym muzykiem, który niemal każdego roku wydaje płyty pełne znakomitych, wciąż świeżych i atrakcyjnych dźwięków!


Oprócz walorów stricte muzycznych /wypada pochwalić znakomite, selektywne nagłośnienie grupy/, warszawski koncert miał także znakomitą oprawę świetlno-wizualną. Scena prezentowała się naprawdę ciekawie i ze względu na świetną grę świateł, ale także z uwagi na ciekawe i różnorodne obrazki wyświetlane nad zespołem. Jeśli dodam do tego znakomitą atmosferę na widowni i cudowne bisy w postaci bardzo energetycznego kawałka pt. Agenda i wspaniałego, wręcz pompatycznego utworu pt. The Call – to obraz tego magicznego wieczoru będzie pełny. Mój przyjaciel Marek z Inowrocławia podsumował ten wieczór krótko – spełniło się jedno z jego muzycznych marzeń! Myślę, że wielu uczestników warszawskiego koncertu mogłoby powiedzieć podobnie, bo występy Neala Morse'a z zespołem należą do tych, które pamięta się latami...

TNMB

TNMB

TNMB

TNMB

TNMB

TNMB


Profesjonalistów zza oceanu podziwiał i oklaskiwał
Andrzej „Gandalf” Baczyński
Zdjęcia: Marek "Grendel" Śmietański
Komentarze