19.08.2017
RECENZJE

• ŁYDKA GRUBASA - O-dur C-ból
• LESS IS LESSIE - Live At Uniq Sound Studio
• SYSTEM OF A DOWN - Hipnotyczny Krzyk
• KORN - The Paradigm Shift
• HANSEN & FRIENDS - Thank You Wacken Live
• OPETH - Sorceress
• H.E.A.T. - Address the Nation
• ANTHRIEL - Transcendence
• RAGE - Seasons of the Black
• THE TANGENT - The Slow Rust Of Forgotten Machinery
• ICED EARTH - Incorruptible
• CONFESS - Haunters
• OPETH - Heritage
• MILLENIUM - In Search of the Perfect Melody
• RHAPSODY OF FIRE - Legendary Years
• HIDDEN LANDS - Halcyon
• OCEANWAKE - Earthen
• WINFIELD - Rock'n'roll Ist Krieg
• ROOT - Kärgeräs - Return From Oblivion
• RAGE - My Way (EP)
• MASTERPLAN - PumpKings
WYWIADY
wywiad

• NOVVA - Łukasz Stalmach
• RHAPSODY OF FIRE - Alex Staropoli
• LoTH - Maciej Sołtys
• PROCOL HARUM - Gary Brooker
• SNAKEBITE
• BLAZE BAYLEY
• DEMON JESTER

więcej wywiadów

RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• RIVERSIDE, LION SHEPHERD, SLTEOTW - Katowice
• BLAZE BAYLEY - Tychy
• VOTUM, ART OF ILLUSION - Chorzów
• THE NEAL MORSE BAND - Warszawa
• THE BREW - Piekary Śl.
• PROGROCKFEST 2017 - Legionowo
• SIENA ROOT, BRAIN CONNECT - Chorzów
• CETI - Łódź
• DISPERSE, RETROSPECTIVE, AYDEN - Piekary Śl.
• DEVIN TOWNSEND PROJECT, BETWEEN THE BURIED AND ME, LEPROUS - Kraków
• HAMMERFALL, GLORYHAMMER, LANCER - Warszawa

więcej relacji

ARTICLES IN ENGLISH

• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview
• SERIOUS BLACK - Dominik Sebastian - Interview
• GUNSEN - The Adventure Of The Devil's Note - Review

more articles


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - O » OCEANWAKE - 2017 - Earthen
OCEANWAKE - 2017 - Earthen

OCEANWAKE - Earthen


oceanwake

1. A Storm Sermon
2. In Amidst the Silent Thrones

Rok wydania: 2017
Wydawca: ViciSolum Productions
http://www.oceanwake.fi/






Prawdopodobnie niejedna osoba będzie skołowana widząc ascetycznie ubogą listę utworów nowego wydawnictwa OCEANWAKE... tak, tak utwory są aż DWA!? Jednak od razu napomknę, że nie jest to ani singiel, ani króciótka EPka - „Earthen” to pełnowymiarowy album, który rzekomo stanowi również ostatnią część trylogii.

W sumie nie mam większego pojęcia o zawartości poprzednich albumów, ale to, co prezentuje najnowszy krążek zespołu (wydany w marcu) nie pozwala przejść obok siebie obojętnie. Nie jest to co prawda muzyka super rewolucyjna i szumnie wybuchowa, ale z drugiej strony z typowością ma niewiele wspólnego. Dźwiękowo zespół prezentuje raczej niejednoznaczne oblicze, sprytnie lawirując pomiędzy kilkoma gatunkami muzycznymi, czemu dodatkowo towarzyszy mocno tonażowe podbicie oraz wyraźnie wyczuwalna drapieżność. Tak też na „Earthen” oprócz dominującej roli doom, death czy też post metalu, daje się wyczuć liczne elementy znamienne dla sceny progresywnej, a dodatkowo zespół nie storni od atmosferycznych naleciałości, co już na wstępie doskonale pokazuje „A Storm Sermon”, którego początek nawiązuje do dokonań grupy Anathema z domieszką floydowej otoczki klimatycznej. W trakcie trwania właśnie tego utworu, atmosferyczny motyw budzi skojarzenia wobec legendarnego Depeche Mode tudzież elektronicznych konotacji Moonspell, jakie dało się wyczuć przy okazji „Sin/Pecado”. Właśnie ten fragment wykorzystano do nakręcenia teledysku - trzeba jednak przyznać, że ogólne wrażenie (dla kogoś, kto zaczyna przygodę z zespołem) będzie złudnie mylące.

Utwory są mocno rozbudowane i zróżnicowane. Ich struktura nie jest typowo piosenkowa, stąd też wyszczególnienie poszczególnych części (refren, zwrotka) w tym przypadku nie ma większego sensu. Zespół nie boi się skomplikowanych rozwiązań oraz aranżacyjnych zawiłości, których na „Earthen” na pewno nie brakuje. Panowie nie próbują się nikomu przypodobać; ich muzyka jest daleka od komercyjnego przymilania. Wiele motywów ma mało przyjazne oblicze, a całościowy odbiór nie jest łatwy - jest to wydawnictwo wymagające i czasowo absorbujące. Niby tylko dwa kawałki (śmiech), ale dzieje się w nich tak dużo, że nie sposób przyswoić całości w krótkim czasie. Szorstkiej prezencji dodatkowo sprzyja naturalne, a do tego kontrolowanie „brudne” brzmienie, co w momentach żywiołowego chaosu potrafi porządnie sponiewierać. Ponadto OCEANWAKE stosują terapię szokową, stąd też w ich muzyce licznie występują nagłe, impulsywne przejścia i zmiany. Poza tym kompozycje mają w sobie wiele ciężaru, co w głównej mierze spowodowane jest obecnością monumentalnych riffów, które pod pewnymi względami przywołują na myśl grobowo - minorowe gitary spod znaku Black Sabbath. To w połączeniu z wolnymi (jak na doomową specyfikę przystało) tempami przekłada się na dźwiękowy walec o miażdżącej mocy. „Earthen” obfituje także we fragmenty stricte instrumentalne, gdzie zespół raczy słuchacza zwichrowanymi pejzażami co może budzić skojarzenia wobec takich grup jak God Is An Astronaut czy też naszego rodzimego Tides from Nebula. Jak więc można wnioskować, płyta jest bogata w szereg rozwiązań, zróżnicowana pod względem wpływów. Niby to powinno wystarczyć by album był wyjątkowy, po prostu świetny. Tym niemniej w przypadku „Earthen” czegoś jednak zabrakło, choć wyjątkowości na pewno nie można mu odmówić. Mam też pewne problemy, jeżeli chodzi o wokale, szczególnie te drapieżne - nie mogę do nich przywyknąć, chociaż zdaję sobie również sprawę, że takie sprawy są kwestią gustu.

Za to całkowicie przekonuje mnie specyficzna oprawa graficzna. Okładka oraz wnętrze bookletu wykorzystują zdjęcia Chrisa Luckhardta, fotografa, który podróżuje po świecie uwieczniając opuszczone miejsca. Jego prace (przynajmniej te zamieszczone na „Earthen”) pokazują dziwną zależność. Na każdym zdjęciu widnieje dzieło rąk ludzkich, ale paradoksalnie nigdzie nie widać żywej duszy. Daje to do myślenia, zwracając uwagę na pewien fakt - obecność człowieka na Ziemi nie musi trwać wiecznie... Równie osobliwie prezentuje się mroczna warstwa liryczna, której tematyka zazębia się z szatą graficzną, choć i tutaj przesłanie i znaczenie słów można odebrać na różne sposoby.

Myślę, że dla entuzjastów zarówno nowocześniejszych form, jak również doomowego mroku „Earthen” będzie stanowić smakowity kąsek. Co prawda jego przełknięcie może generować niemałe problemy, ale jak to mawiają niektórzy, w bólach rodzą się wielkie rzeczy. Takie też jest przyswajanie nowego albumu OCEANWAKE - dla niektórych droga przez męki może zaowocować dłuższą przygodą. W moim przypadku dalszych zażyłości raczej nie będzie - płyta ogólnie ciekawa, ale nie wzbudziła u mnie specjalnych emocji; całkiem solidnie, ale bez euforii.

7/10

Marcin Magiera 

Oficjalny teledysk:

Komentarze