28.01.2020
RECENZJE
ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath

MARCIN PAJAK - Other Side

V/A - Tribute to ACID DRINKERS - Ladies And Gentlemen On Acid

HOVERCRAFT - Full of Eels

NO MORE JOKES - A Ludzie Się Patrzą...

DAN McCAFFERTY – Last Testament

RPWL - Live From Outer Space

SUPERSONIC BLUES MACHINE - Road Chronicles: Live!

ASTRAL DOORS - Worship or Die

JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - J » JACOBS MOOR - 2017 - Self
JACOBS MOOR - 2017 - Self

JACOBS MOOR - Self




1. March of the Flies
2. Watching Atrocities
3. The Absence of Me
4. Self
5. Falling to Pieces
6. Distance
7. Neglacting the Path of the Sun
8. Delusion
9. Hate of a New Kind
10. Hopeless Endeavour

Rok wydania: 2017
Wydawca: -
http://www.jacobsmoor.com/





Austriacy z JACOBS MOOR już rok po wydaniu dobrze przyjętego debiutu (nasza recenzja tutaj), uraczyli nas EPką, zawierającą dwa nowe kawałki i kilka utworów w wersjach koncertowych. Kolejne dwa lata przyszło nam czekać na skompletowanie materiału na drugi pełny krążek. I mimo że tego oczekiwałem, utwory z EPki nie trafiły na album "Self". Nowa płyta zawiera dziesięć nowych kawałków. Wartość EPki zatem urasta do statusu unikatu wśród posiadaczy tego wydawnictwa i fanów formacji.

Tymczasem otrzymujemy naprawdę udany drugi krążek i jest na czym się rozpływać. W ciągu jego trwania zespół potrafi zaserwować wiele środków wyrazu, tak różnorodnych że w ramach metalowej konwencji trudno album sklasyfikować. Jest pazur i energia, trochę thrashowego riffowania, nowoczesne brzmienie i groove, wokalnie z kolei uświadczymy zarówno melodyjne partie, jak i wykrzyczane patenty w okolicach growli. Porównując do pierwszego krążka, odnoszę wrażenie, że nowa płyta bardziej stawia na riff niż na melodie, choć po prawdzie i ich nie brakuje. Prawdą jest, że z utworu na utwór podczas pierwszego odsłuchu zaskoczony byłem zmianami konwencji. Po kolejnych razach album ten wgryza się konkretnie, a jako całokształt jawi się nam jako istny crossover.

Podoba mi się tu głównie praca gitar. Soczysta, iście heavymetalowa solówka na tle nowoczesnej konwencji rytmicznej potrafi pożenić obecne brzmienie z klasycznym. Do tego całkiem zgrabne operowanie wokalizami dodaje całości kolorytu. Wbrew pozorom i melodyjnie nie można narzekać. Zarówno sympatycy solidnego uderzenia, jak i zwolennicy bardziej piosenkowej konwencji znajdą motywy które zapadają w pamięć. Przy całym rozrzucie stylistycznym całość niewiarygodnie trzyma się kupy. Płyta jest chyba po prostu na tyle intensywna, że przy pierwszym kontakcie może przytłoczyć. Ale za to każda jej kolejna wizyta w odtwarzaczu przyniesie nam frajdę i rozsmakowanie się w odkrywaniu smaczków i motywów do których będziemy mieli ochotę wracać.

To jest czasem tak, że jeśli zespół zdecydowanie nie trzyma się jakiegoś wycinka stylistycznego, może mieć problem z przyciągnięciem fanów właśnie tej konwencji. Z drugiej strony wszechstronność daje szansę na zatoczenie większych kręgów i dotarcie do szerszego grona odbiorców. "Self" polecić można tym którzy lubują się konkretnej jeździe bez trzymanki. Fani melodii i zwolennicy nasycenia utworów gitarową ekspresją będą jednak również zadowoleni.
W moim prywatnym rankingu "Self" nie tylko spełnia oczekiwania, ale i przebija debiut.

8,5/10

Piotr Spyra



Komentarze