24.01.2020
RECENZJE
ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath

MARCIN PAJAK - Other Side

V/A - Tribute to ACID DRINKERS - Ladies And Gentlemen On Acid

HOVERCRAFT - Full of Eels

NO MORE JOKES - A Ludzie Się Patrzą...

DAN McCAFFERTY – Last Testament

RPWL - Live From Outer Space

SUPERSONIC BLUES MACHINE - Road Chronicles: Live!

ASTRAL DOORS - Worship or Die

JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom

DEZERTER - Undergound Out of Poland


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - F » FIREBACK - 2017 - Theory of Happiness
FIREBACK - 2017 - Theory of Happiness

FIREBACK - Theory of Happiness


FIREBACK - Theory of Happiness

01. Seven Deadly Sins
02. Desolation
03. Mad in a Mad's World
04. Ime Out
05. In Tolerance We Trust
06. Oh Shitty Life
07. Like Me
08. F**Ck the Politic!
09. Hey Why Not...
10. W(Hell)Come to my Life


Rok wydania: 2017
Wydawca: Doowet
https://www.facebook.com/fireback.metal





Przypadłością wielu debiutujących wykonawców jest niezdrowa nadpobudliwość twórcza, chęć pokazania - już na samym starcie - wszystkiego co tylko możliwe, a nawet niemożliwe (na tym etapie). Jednym z takich zespołów zdaje się być francuski FIREBACK, który w ubiegłym roku wydał na świat swój pierwszy pełnowymiarowy album studyjny.

Grupa powstała w 2009 roku (nie są to więc muzyczni nowicjusze), jednak to, co zawiera „Theory of Happiness” sprawia wrażenie jakby panowie przy pierwszej nadarzającej się okazji na siłę chcieli pokazać dosłownie wszystko co tylko im w głowach siedzi, nie bacząc przy tym na czyhające zagrożenia związane z przedobrzeniem. Przeważnie bogactwo form i treści odbierane jest pozytywnie, ale w przypadku FIREBACK wkradł się chaos, ogólna niespójność. Zawartość krążka budzi mieszane odczucia; stanowi obszerny zbiór mnogich inspiracji oraz muzycznych fascynacji o szerokim rozrzucie. Do tego panowie preferują głównie drapieżniejsze oblicze gitarowego grania; poruszają się w rejonach szeroko pojętego modern metalu z wyraźnymi naleciałościami metalcore, hard core, djent, crust, death czy też nu metalu itd. Pozornie może się wydawać, że wszystko mieści się w ramach międzygatunkowej spójności; szczególnie, że obecne trendy muzyczne nierzadko bazują na łączeniu skrajnych wpływów. Jednak w tym przypadku coś zgrzyta, dysonansuje. Oprócz ogólnej niespójności brakuje też płynności (również instrumentalnej), zdarza się słyszeć toporne frazy, gdzie czuć brak pewności wykonawczej. Poza tym panowie dwoją się i troją, systematycznie atakują szybkimi motywami o wyraźnie podkręconym poziomie agresji i raczej niechętnie decydują się na atmosferyczne zagrania, chociaż nierzadko pozwalają sobie na tonażowe dociążenia. Tym niemniej niewiele z tego wynika, ciężko zrozumieć o co tak faktycznie chodzi i co autor miał na myśli. Drapieżne oblicze znacząco potęgują zróżnicowane wokale - oprócz głębokich growli i wrzasków ("diaboliczny" wstęp wokalny robi dobre wrażenie) pojawiają się również czyste partie czy też nu metalowe akcenty w stylu LIMP BIZKIT, ale największe zdziwienie wywołują zaśpiewy jakie pojawiają się m.in. w „F**Ck the Politic!”, które jednoznacznie przywołują na myśl „The Memory Remains” grupy METALLICA. Dla mnie to już nazbyt wiele - pod tym względem panowie przesadzili, poniosło ich aż nadto.

Co się tyczy warstwy graficznej, również i w tej materii wydawnictwo raczej nie rozpieszcza. Mimo zakładanej dynamiki przekazu o głębszym przesłaniu, malowana okładka nie robi najlepszego wrażenia. Obraz jest mdły, niewyraźny, a przy tym mało ciekawy. Widać, że idea była wzniosła, ale forma i wykonanie grafiki dają wiele do życzenia. Dlatego też czynnik wizualnej zachęty (spore grono osób zaczyna poznanie nieznanego wykonawcy właśnie w ten sposób) w tym przypadku może po porostu nie działać. „Theory of Happiness” wizualnie nie urzeka.

Myślę, że FIREBACK powinna nieco wyhamować, zawęzić pole stylistycznych wojaży. W tym akurat przypadku, więcej nie znaczy lepiej; trzeba kierować się wyczuciem, a to jak wiadomo wzrasta wraz ze świadomością muzyczną, doświadczeniem. I mimo, że Francuzi mają głowy pełne pomysłów (wiele też dobrych) to niewiele z tego wynika. Poza poczuciem storpedowania nadpobudliwością dźwiękową, raczej niewiele potrafi utkwić w pamięci, a co gorsze człowiek ma ochotę od tego uciec - tak przynajmniej było w moim przypadku. Mam nadzieję, że kolejnym razem panowie ochłoną, a ich muzyka nabierze ogłady.

5,5/10

Marcin Magiera

Komentarze