12.08.2020
RECENZJE
BATUSHKA – Раскол/Raskol

ABEL GANZ - The Life of the Honey Bee and Other Moments of Clarity

STEEL PROPHET - The God Machine

DEEP PURPLE - Whoosh!

BOB DYLAN - Rough And Rowdy Ways

KONTRKULTURA - Wszystko Już Powiedziane

VERBAL DELIRIUM - From The Small Hours Of Weakness

OSTA LOVE - About Time

SBB - Jerzyk

CHAOS OVER COSMOS - The Ultimate Multiverse

HOVERCRAFT - Fall

PIOTR DAMSE - Inside Outside

H-ONE - MMLXIX

ALBION - Albion

COLIN BASS /DANIEL BIRO - Still

MAGNUS KARLSSON'S FREE FALL - We Are The Night

BLACKLIGHT - Follow the Future

WAVE - [Dream]

DEPECHE MODE - Live Spirits Soundtrack

THE MOTH GATHERER - Esoteric Oppression

DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - F » FALL OUT BOY - 2018 - MANIA
FALL OUT BOY - 2018 - MANIA

FALL OUT BOY - MANIA


FALL OUT BOY - MANIA

1. Stay Frosty Royal Milk Tea
2. The Last Of The Real Ones
3. Hold Me Tight Or Don’t
4. Wilson (Expensive Mistakes)
5. Church
6. Heavens Gate
7. Champion
8. Sunshine Riptide
9. Young And Menace
10. Bishops Knife Trick

Rok wydania: 2018
Wydawca: Island Records
https://falloutboy.com/





Czasy, kiedy wydawało mi się, że wszystko co na lewo od Slayera jest do dupy już dawno przeminęły. Już jakiś czas temu zacząłem ostrożnie podchodzić do syntezatorów w identyczny sposób jak pies obwąchujący nową osobę zbliżającą się do swojego właściciela. Obecnie mój romans z Depeche Mode, Alphaville i Kraftwerk trwa w najlepsze, a jego końca nie widać. Tylko czy elektronika elektronice równa?

No właśnie tu pojawia się problem. Bo czy kompozytorsko-wykonawcze perełki w rodzaju "Walking In My Shoes" czy "Big In Japan" można stawiać w jednej linii obok dokonań takiego na przykład Timbalanda (który notabene popełnił płytę z Chrisem Cornellem)? I gdzie w tym wszystkim należy umiejscowić grupę Fall Out Boy i jej najnowszy studyjny krążek? No cóż, gładka produkcja "MANII" i ogrom zawartych na niej plastikowych brzmień sprawia, że aby dostrzec jej walory trzeba zdobyć się na naprawdę obiektywne ujęcie tematu.

Jest tu kilka chwytliwych utworów. Moim osobistym faworytem jest "Wilson (Expensive Mistakes)". Po prostu fajna popowa melodia, która mniej ortodoksyjnym maniakom ciężkiego łupania, do których sam się zaliczam, może posłużyć za chwilę wytchnienia. Wyróżnia się też "Champion", który po kilku przesłuchaniach można na upartego nazwać najbardziej gitarowym (chociaż biorąc pod uwagę, że w pozostałych utworach gitar nie ma prawie wcale, nie wiem czy to aż taki silny komplement). W "Church" pojawia się adekwatny do tytułu niby-kościelny chór budujący nastrojowe tło. Udanym utworem jest "Heaven's Gate", przebojowa ballada, w której w pewnym momencie słychać czyste wysokie nuty gitary basowej, a na samym końcu słyszymy pojedyncze dźwięki fortepianu. Jedyne co mnie drażni w tym kawałku to rozpoczynający go krzyk Patricka Stumpa. Niepotrzebny, nawet lekko fałszywy. Wielokrotnie w moich recenzjach wspominałem o klamrze kompozycyjnej, występuje ona również tutaj. Zarówno pierwszy jak i ostatni utwór na albumie posiadają taką "kosmiczną" głębię. W gruncie rzeczy cała płyta jest taka zimna i nastrojowa z czym koresponduje adekwatna oprawa graficzna.

Minusy? No cóż, kiedy metalowiec słucha płyty popowego zespołu, pierwszą, często wykrzyczaną na głos, myślą jest "o ja p*******, co to za g****!" Mi już przy drugim utworze przeleciało przez myśl "czy dam radę wytrwać do końca?". Dałem i tak jak wspomniałem powyżej znalazłem tu kilka fragmentów, do których prędzej czy później wrócę. Jednak sam "The Last Of The Real Ones" jest okropny. To ciągłe powtarzanie frazy tytułowej jest wybitnie męczące i w moim mniemaniu może się podobać tylko uczennicom szkoły podstawowej, które co prawda chcą zacząć słuchać rocka, jednak zanim się to stanie, to jeszcze trochę do tych dyskotek pochodzą. Całkowicie mdłe jest "Sunshine Riptide" z udziałem niejakiego Burna Boy'a. Pojawiające się na początku tego utworu frazy nagrane wspak przywodzą mi na myśl "habarlaba habarlaba hesk" autorstwa pewnego rapera mieniącego się Królem Albanii. Te dwa kawałki można jeszcze jakoś przeboleć, bo stylistycznie pasują do reszty albumu, natomiast kompletnie niesłuchalnym dnem jest "Young and Menace". Ten szkaradny romans z brzmieniami klubowo-dubstepowymi wymazał moje dobre wrażenia po wysłuchaniu "Champion" czy "Heaven's Gate" niemal do zera. Antymuzyczny jazgot został dodatkowo okraszony niezwykle irytującymi przetworzonymi piskami wokalisty. Mogli chłopcy sobie darować umieszczanie tego na albumie.

Podsumowując, "MANIA" posiada wszystkie przymioty, które cechują popowe albumy drugiej dekady XXI wieku. Mamy wspomnianą już gładką produkcję, udział rzeszy producentów i zewnętrznych współkompozytorów. Ma lepsze i gorsze momenty, ale brakuje jej wiodącego hitowego singla, takiego jak "Radioactive" pokrewnej gatunkowo grupy Imagine Dragons. W świetle tego ostatniego argumentu zakładam hipotezę, że nowe dzieło Fall Out boy przepadnie wkrótce w zalewie podobnych sobie produkcji.

5/10

Patryk Pawelec
Komentarze