26.09.2020
RECENZJE
EXLIBRIS - Shadowrise

THE BLACK NOODLE PROJECT - Code 2.0

KRŮK - Nibykwiaty

SPARKS – A Steady Drip, Drip, Drip

BATUSHKA – Раскол/Raskol

ABEL GANZ - The Life of the Honey Bee and Other Moments of Clarity

STEEL PROPHET - The God Machine

DEEP PURPLE - Whoosh!

BOB DYLAN - Rough And Rowdy Ways

KONTRKULTURA - Wszystko Już Powiedziane

VERBAL DELIRIUM - From The Small Hours Of Weakness

OSTA LOVE - About Time

SBB - Jerzyk

CHAOS OVER COSMOS - The Ultimate Multiverse

HOVERCRAFT - Fall

PIOTR DAMSE - Inside Outside

H-ONE - MMLXIX

ALBION - Albion

COLIN BASS /DANIEL BIRO - Still

MAGNUS KARLSSON'S FREE FALL - We Are The Night

BLACKLIGHT - Follow the Future

WAVE - [Dream]

DEPECHE MODE - Live Spirits Soundtrack

THE MOTH GATHERER - Esoteric Oppression

DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - V » VOIVOD - 1988 - Dimension Hatröss
VOIVOD - 1988 - Dimension Hatröss

VOIVOD - Dimension Hatröss


VOIVOD - Dimension Hatröss

Prolog…
1. Experiment
2. Tribal Convictions
3. Chaosmöngers
4. Technocratic Manipulators
Epilog…
5. Macrosolutions To Megaproblems
6. Brain Scan
7. Psychic Vacuum
8. Cosmic Drama
Bonus Track
9. Batman


Rok wydania: 1988
Wydawca: Noise
www.voivod.net




Są płyty wielkie, epokowe, kamienie milowe rocka. Takie jak „In the Court of the Crimson King” King Crimson, “The Dark Side of the Moon” Pink Floyd, a na polu metalu – „Master of Puppets” Metalliki czy „Reign In Blood” Slayera.

Te płyty są znane wszystkim. Ale jest jedna płyta, którą śmiało można umieścić na półce obok wyżej wymienionych i… prawie nikt jej nie zna. Pora to zmienić!

Panie i Panowie – oto „Dimension Hatröss” grupy Voivod!

Znacie? Nie? To posłuchajcie!

Zwykle, pisząc recenzję, używa się wyświechtanych, skrótowych frazesów – tu muzyka brzmi jak Tamci, melodie są ściągnięte od Tych, solówki a’la Ten Wielki, perkusista bębni jak Ów Pałkarz. Dziś porównań nie będzie. Dlaczego? Jak można określić muzykę Voivod z opisywanej płyty? Hmmm… Jako muzykę Voivod właśnie. Bo jest niepodobna do żadnej innej (przynajmniej ja zbliżonej muzyki nie słyszałem). Ktoś ukuł nośne porównanie – ta muzyka brzmi tak, jakby metal spotkał się z Pink Floyd. Coś w tym jest – nie dźwięki same, a sposób podejścia. „Dimension Hatröss” brzmi odmiennie – do dziś, trzydzieści lat po powstaniu, świeżo i nowatorsko, jak wspomniana „Ciemna Strona…”.

Jak doszło do nagrania tego albumu? Voivod powstał w 1982 w Jonquiere w Kanadzie. Do momentu wydania „Dimension…” nagrał już trzy płyty i stał się wschodzącą gwiazdą kanadyjskiego metalu. W 1987 roku wyruszył do Berlina Zachodniego, by pod okiem Harrisa Johnsa nagrać swój czwarty album.

„Odkryliśmy, co może sprawić dodanie muzyki industrialnej i elektronicznej do metalu. I, kiedy już ten proces się zakończył, nagle nie byliśmy już zespołem thrashowym w starym stylu” – opowiadał, nieżyjący już, gitarzysta Piggy. Na brzmienie oraz wymowę kompozycji miało zapewne wpływ i miejsce nagrywania. „Byliśmy ostatnim zespołem, który nagrywał w starym Musiclab Studio [w Berlinie Zachodnim]” – wspominał Piggy. „Mieściło się zaraz obok Muru Berlińskiego, a to miejsce było bardzo dołujące. Odkryliśmy jednak, że mrok i szarość mogą być bardzo inspirujące”.

A efekt? Wymieszanie nieoczywistych riffów z połamanymi rytmami i industrialnymi pogłosami w połączeniu z niebanalnymi tekstami dało album ponadczasowy. To nie jest album thrashmetalowy, to nie jest album industrialny, to nie jest album progrockowy – to jest coś pomiędzy. Coś absolutnie wspaniałego!

Także teksty utworów z „Dimension…” są absolutnie niebanalne. Już tytuł - „Dimension Hatröss” wiele mówi. „Hatröss” to nic innego, jak wzięte z francuskiego (muzycy pochodzą z francuskojęzycznej części Kanady) słowo atroce, czyli „straszny”. „Przerażający wymiar” – coś w tym jest! Wskutek eksperymentu w akceleratorze cząstek, powstaje nowy mikrowszechświat. A w tym nowym wszechświecie – plemienne wojny, handlarze chaosem, psychiczna kontrola i ostateczna katastrofa. Dzieje się!

Znowu Piggy – „ta płyta pomogła zrozumieć wielu ludziom, że metal może być bardzo zróżnicowany. To bardzo miłe, że muzycy tacy jak Thurston Moore z Sonic Youth są fanami tego albumu”.

Tej płyty nie można nie znać. Ostrzegam jednak – jest to album niechętnie ukazujący swą wielkość. Czasem za drugim przesłuchaniem, czasem za dziesiątym, a czasem – potrzeba więcej. Ale zapewniam – po stokoroć warto! Bo to prawdziwy muzyczny kolos!

Może na początek – „Tribal Convictions”? Ten wstęp zawsze przyprawia mnie o gęsią skórkę. I zakończenie: „Kto jest bogiem… Kto jest psem…”



(słuchać oczywiście głośno i na dobrym sprzęcie ;)).

10/10

Staruch

PS. A tych, których zainteresowało porównanie do Pink Floyd, zachęcam do posłuchania Voivodowej wersji „Astronomy Domine” z kolejnego albumu „Nothingface”. Doskonałe spotyka się z idealnym!
Komentarze