21.09.2018
RECENZJE

• ANN WILSON - Immortal
• U.D.O. - Steelfactory
• BONJOUR TRISTESSE - Your Ultimate Urban Nightmare
• CORRUPTION - Ruin Of A Man (EP)
• THE PINEAPPLE THIEF - Magnolia
• FRONTSIDE - Zniszczyć wszystko
• TRACY CHAPMAN - Tracy Chapman
• PAUL McCARTNEY - Egypt Station
• SEASONAL - Heartvoid
• 2LATE - Easy (EP)
• SLASH - “W jamie węża” - Paul Stenning
• PALLAS - XXV
• THE PINEAPPLE THIEF - Dissolution
• HERMAN FRANK - The Devil Rides Out
• IAN GILLAN AND THE JAVELINS - s/t
• MY SECRET SAFE - Storytelling (EP)
• BETRAYER - Scaregod
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• FORTECA - Wrocław
• TREMONTI - Warszawa
• PAIN OF SALVATION, KINGCROW - Kraków
• THIRTY SECONDS TO MARS - Kraków
• PROG IN PARK - Warszawa
• ROGER WATERS - Kraków
• ROGER WATERS - Kraków
• ROGER WATERS - Kraków
• IRON MAIDEN, TREMONTI - Kraków
• BRACIA, MICHAŁ SZPAK - Piekary Śląskie
• KEN HENSLEY & LIVEFIRE, COVER FESTIVAL - Piekary Śląskie
• ICED EARTH, HORRORSCOPE, CHAINSAW - Kraków
• RIVERSIDE, MECHANISM, AMAROK - PROGROCK EVENING - Konin
• GUNS N' ROSES, VOLBEAT - Chorzów

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• LAURA COX
• TWO TIMER
• SZKLANE OCZY
• LORDI - Ox
• BOREALIS - Matt Marinelli
• MENSKO - Piotr Juszczak, Marcin Moroz
• HEAT AFFECTED ZONE

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• KAIPA - Hans Ludin - Interview
• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview
• SERIOUS BLACK - Dominik Sebastian - Interview

more articles

POLECAMY

Nawigacja
Artykuły » Relacje z koncertów » 2018.08.18 - PROG IN PARK - Warszawa
2018.08.18 - PROG IN PARK - Warszawa

18.08.2018
PROG IN PARK
Progresja - Warszawa



Roger Waters




Druga Edycja „Prog In Park”, trochę rozminęła się z nazwą, bo tak naprawdę powinna brzmieć „Prog In Progresja”. Z festiwalowego składu wypadł zespół Sons Of Apollo, więc organizatorzy postanowili spakować drugą edycję tej imprezy, z przestronnego amfiteatru, do prostokątnej, pudełkowej kubatury klubu Progresja. Jeżeli chodzi o festiwalowy komfort, amfiteatr Parku Sowińskiego, w ubiegłym roku sprawdził się idealnie. Zamknięty, ciaśniejszy klub, pewnie takiego komfortu nie dał, ale nie ma co narzekać, ważne że impreza mogła się odbyć. Organizatorzy dołożyli wszelkich starań aby było dobrze. Zamontowana na szybko klimatyzacja, może nie była perfekcyjna, ale kto przeżył w tym miejscu koncert Camel, tym razem mógł odczuć dużą ulgę. Food-trucki i ogródek piwny również spełniły swoją rolę. Była więc równowaga pomiędzy tym co dla ciała (dobra gastronomia, zwłaszcza ta orientalna), z tym co dla ducha (świetna muzyka).

Jako pierwszy wystąpił mniej znany przedstawiciel czeskiej, prog metalowej sceny. Przyznam się, że dla mnie było to pierwsze zetknięcie z ich muzyką. Z przekazu znajomych, którzy zapoznali się, z ich twórczością mogę wspomnieć, że koncert nie oddawał w pełni, muzycznego potencjału drzemiącego w tym zespole. Dosyć wszechstronne podejście do muzyki, od mocniejszych, growlowanych momentów, po bardziej melodyjne, progresywne brzmienie, mogło zaintrygować miłośników gatunku. Jednak to, co najbardziej pozostawało w pamięci, to niestety nie muzyka, lecz sceniczny gadżet, w postaci wielkiej, bodajże plastikowej, sowiej głowy.

Jako drudzy na scenie zameldowali się miejscowi, sceniczni wyjadacze, Tides From Nebula, a więc mała zmiana stylistyki. Post rockowy trans, chyba dobrze wpłynął na atmosferę jaka zapanowała w Progresji. Koncerty Tidesów, których miałem przyjemność oglądać na żywo już wielokrotnie, mają to do siebie, że są jak monolit, mało się od siebie różnią, podobnie zresztą, jak muzyczna, post rockowa konwencja. Mimo to, za każdym razem ich koncerty wciągają, tak, że słucha sie ich z rozdziawioną szczęką. Ich sceniczny show, zawsze podparty jest perfekcyjnym brzmieniem i znakomitą oprawą świetlną. Mam nadzieję, że tej scenicznej perfekcji przyjdzie mi jeszcze doświadczyć niejednokrotnie, zwłaszcza, że zespół zapowiedział na jesień, właśnie tutaj w Progresji, swój jubileuszowy koncert, na 10-ciolecie swojej działalności, połączony z 15- tymi urodzinami klubu.

Przed godzina 19-tą na scenie pojawił się zespół, na który występ wielu czekało najbardziej. Świadczyły o tym chociażby liczne t-shirty z logiem, zdobiące torsy fanów zespołu. Było ich chyba zdecydowanie więcej niż koszulek, z wizerunkiem głównej gwiazdy, Anathemy. Norwegowie z Leprous, zgromadzili pod sceną również, najliczniejszą tego wieczoru publikę. Zarażony trądem tłum fanów, dzięki takim kompozycją jak: „Bonneville”, „Stuck”, „From The Flame”, „Illuminate”, „Mirage”, z ich najnowszego, świetnego albumu „Malina”, a także kilku starszym utworom: „The Flood”, „The Price” („The Congregation”), The Cloak („Coal”), przeżywał prawdziwą muzyczną rekonwalescencję. Dużą atrakcją, był gościnny występ Øysteina Landsverka, w utworze „Salt”, oraz Ihshana, w kończącej ich godzinny występ kompozycji „"Contaminate Me", a zwłaszcza Raphaela Weinroth-Brownea, który ubogacał barwę tej muzyki, dźwiękiem wiolonczeli, Czy był to udany koncert? Dla mnie miód „malina”. Nie mam jednak punktu odniesienia, ponieważ widziałem ich na żywo, po raz pierwszy.

Wydaje mi się, że publiczność pragnęła nieco dłużej ochłonąć po dawce „trędowatych” dźwięków, bo na początku występu Ihshana, pod sceną zrobiło sie wyjątkowo luźno. Najbardziej mocna, jeżeli chodzi o metalową ekspresje, a jednak kipiąca różnorodnością stylistki muzyka, więc bezsprzecznie zasługująca na miano progresywnej, szybko ściągnęła pod scenę spory tłumek. W kwestii wokalu, legenda Emperora, z pewnością najpewniej czuje się w growlowej konwencji, ale udowodnił, że potrafi również całkiem dobrze śpiewać, o czym świadczyła chociażby kompozycja "Sámr". Ważnym punktem koncertowego setu Ihshana, była kompozycja "Celestial Violence, w której to, gościnnym udziałem odwdzięczył się wokalista Leprous Einar Solberg.

Przyszłą pora na główna gwiazdę wieczoru Anathemę i ich długi, w porównaniu do poprzednich zespołów, dwugodzinny set. Muzyczny kontrast pomiędzy muzyką Ihshana, a Anathemy był taki, że na początku miało się wrażenie, że przenieśliśmy się, z jakiegoś Brutal Assault Festiwalu, do San Remo. Brytyjczycy zawsze mieli w naszym kraju szczególne względy, dlatego często odwzajemniali tą sympatię, licznymi wizytami. Ten koncert jak i wiele innych, charakteryzował sie dużym zwrotem akcji i bardzo bogatą set-listą. I tym razem, były momenty dłużyzn, jak i fragmenty szczególnie zapadające w pamięci, jak chociażby: „Endless Ways”, z pięknymi wokalizami Lee Douglas, „A Natural Disaster”, w którym to blask niebezpiecznych, niegdyś standardowych zapalniczek, zastąpiły flesze telefonów komórkowych, czy zagrany na trzy zestawy perkusyjne „Distant Satellites”. Jednak to co było w tym koncercie najsmaczniejsze, to moim zdaniem sam finał, w postaci odegranego fragmentu floydowego klasyka - „Shine On You Crazy Diamond” i oczywiście KAPUSTA!

Każdy cykliczny, wartościowy festiwal rodzi się w bólach. Jeżeli chodzi o drugą edycję Prog in Park, również nie obeszło sie bez problemów. Miejmy nadzieję, że to co nie zabiło, to wzmocni organizatorów i (jak zwał tak zwał) Prog in Park, na stałe wpisze się w obowiązkowy koncertowy plan, dla większości fanów, szeroko pojętego, progresywnego rocka, w naszym kraju.

Marek Toma
Komentarze