23.05.2019
RECENZJE

• KAYANIS - Mundane
• FONTAINES D.C. - Dogrel
• WIZARD - Fallen Kings
• OCEANWAKE - Lights Flashing in Mute Scenery
• OBSCENITY - Summoning the Circle
• ELECTRIC BEANS - Hangar de fous!
• FORGE OF CLOUDS - (above)
• PALE MANNEQUIN - Patterns in Parallel
• THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge
• HIDEOUS DIVINITY - Adveniens
• OMEGA DIATRIBE - Trinity
• DAMNESTY - The Grand Delusion
• THE CRANBERRIES - In The End
• KISS - Destroyer
• THE SHIPYARD - Niebieska linia
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• CRADLE OF FILTH, ACOD - Warszawa
• GALLILEOUS, DEVIL IN THE NAME - Piekary Śląskie
• LENNY KRAVITZ - Łódź
• DUSTIN ARBUCKLE - Chorzów
• SBB - Chorzów
• THE IRON MAIDENS - Kraków
• BATTLE BEAST, ARION - Poznań
• RPWL - Piekary Śląskie
• BULLET FOR MY VALENTINE - Warszawa
• MYSTERY - Piekary Śląskie

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• ÖDERBEAST- Maciek Zalasiński
• RPWL
• BLACK RIVER - Piotr Wtulich
• THE BLACK WATER PANIC PROJECT
• MARTY FRIEDMAN
• POKERFACE - Xen Ritter
• KAT & ROMAN KOSTRZEWSKI - Jacek Hiro
• LORIEN - Inga Habiba

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• POKERFACE - Xen Ritter - Interview
• ALEX SKOLNICK - Interview
• MARTY FRIEDMAN - Interview
• KAIPA - Hans Ludin - Interview
• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview

more articles


Nawigacja
Artykuły » Relacje z koncertów » 2018.10.23 - THREE DAYS GRACE - Wrocław
2018.10.23 - THREE DAYS GRACE - Wrocław

23.10.2018
THREE DAYS GRACE
Wrocław - A2



three days grace


Kanadyjczycy z THREE DAYS GRACE w ramach obecnej trasy zawitali do naszego kraju na dwa koncerty. Obydwa zostały wyprzedane. Popularność zespołu w naszym kraju trochę mnie zaskoczyła, ale zarazem sprawiła że wrocławski koncert należał do udanych. Publiczność wykazywała się imponującą znajomością materiału, do tego stopnia, że były refreny gdzie wokalista mógł sobie odpocząć. Nie uprzedzajmy jednak faktów.

Bardzo chcieliśmy zobaczyć support - amerykański zespół BAD WOLVES. Pogoda jednak spłatała nam figla, a kierowcy TIRów nie pomogli w sprawnym pokonaniu autostrady, dlatego do klubu dotarliśmy na samą końcówkę ich występu. Usłyszeliśmy cover "Zombie" wieńczący występ, ale nie sposób było przeoczyć faktu że zespół cieszył się sporą estymą fanów. Reakcje były iście imponujące. Na pocieszenie mogliśmy jedynie wesprzeć grupę na nieźle zaopatrzonym stoisku z merchem.

Przepisowa przerwa została wypełniona różnymi utworami puszczanymi przez obsługę klubu, my w tym czasie mogliśmy znaleźć dogodne miejsce, pooglądać scenę z gigantycznym banerem z logo gwiazdy wieczoru, ale też mogliśmy podziwiać konstrukcję która umożliwiała umieszczenie perkusji na sporym podwyższeniu. Kiedy z głośników popłynął utwór Bon Jovi - nieco głośniej niż pozostałe - coś było na rzeczy - publiczność włączyła się w śpiewanie, a kawałek ten płynnie przeszedł na końcu w pierwsze dźwięki pojawiającego się na scenie zespołu.

Koncert THREE DAYS GRACE był modelowym przykładem rockowego misterium. Mieliśmy w zasadzie do czynienia z zespołem na scenie, niezłą pracą świateł i kapitalnym nagłośnieniem. Nie było potrzeby stosowania żadnych fajerwerków czy klipów w tle... Publiczność od razu została porwana do zabawy przez frontmana grupy, bo koncert rozpoczął przebojowy "The Mountain". Dobór repertuaru mógł być nieco zaskakujący, bowiem reprezentacja nowego albumu nie była przytłaczająca. Grupa zagrała bowiem materiał przekrojowy, sięgając tak naprawdę najczęściej do dwóch pierwszych albumów... było więc dość ciężko. Równowagę wprowadził moment kiedy zespół zgromadził się na scenie na krzesełkach (a perkusista za klawiszami) i zagrali semi-akustycznie "Love Me or Leave Me" oraz "Get Out Alive". Kręciłem nosem jedynie na elektroniczny podkład klawiszowy, z którego rezygnacja sprawiłaby że ten fragment byłby całkowicie akustyczny. Podejrzewam że podglądanie setlist z trasy weszło już przeciętnemu odbiorcy w krew, bowiem reakcje publiczności na wszelakie zmiany na scenie czy zapowiadane utwory były nie tylko błyskawiczne, ale i spodziewane. W set weszły dwa covery i tylko można mieć żal że poprzedni, kapitalny album był reprezentowany zaledwie przez singiel "Painkiller". Zabawy z dzieleniem tłumu podczas "I Hate Everything About You" należy uznać za udane i chyba tylko wokaliście nie udało się namówić publiczności do sformowania mosh-pit'u podczas jednego z mocniejszych kawałków.

Było coś organicznego w kontakcie zespołu z publicznością, a zarazem widać i czuć było energię emanującą z obu stron. W końcu wyprzedany to koncert, gdzie lwia część tłumu to zagorzali fani gwiazdy, nie postronni sympatycy mocniejszego grania. Mnie trochę raziła ilość telefonów uniesionych w górę w czasie całego występu... nieco przeszkadzało to niższym fanom. Podczas ballady jednakże sam zespół zachęcał do włączenia latarek. Trzeba stwierdzić, że koncert podobał się wszystkim - zadowolenie było widać na twarzach po obu stronach barierek.

Piotr Spyra
Komentarze