26.01.2020
RECENZJE
ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath

MARCIN PAJAK - Other Side

V/A - Tribute to ACID DRINKERS - Ladies And Gentlemen On Acid

HOVERCRAFT - Full of Eels

NO MORE JOKES - A Ludzie Się Patrzą...

DAN McCAFFERTY – Last Testament

RPWL - Live From Outer Space

SUPERSONIC BLUES MACHINE - Road Chronicles: Live!

ASTRAL DOORS - Worship or Die

JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom

DEZERTER - Undergound Out of Poland


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - F » FIZBERS - 2018 - Die Without Living
FIZBERS - 2018 - Die Without Living

FIZBERS - Die Without Living


FIZBERS - Die Without Living

1. I Am the Remedy 5:16
2. They Fade 2:15
3. 54 6:13
4. Deal of Red 4:04
5. Shape 4:16
6. C. E. L. 5:48
7. Die without Living 17:02

Rok wydania: 2018
Wydawca: Lynx Music
https://www.facebook.com/Fizbers








Minął rok od debiutanckiego „First Mind” i FIZBERS powrócili z „Die Without Living” drugim, w swojej dyskografii krążkiem. Muszę przyznać, że zespół nie próżnował bo to co słyszymy na tym wydawnictwie jest pod absolutnie każdym względem lepsze od tego co znalazło się na wydawnictwie poprzednim.

Zespół wyraźnie dojrzał a muzyka nabrała charakteru i „wydoroślała”. W niepamięć odeszły ta swoista naiwność i kwadratowość dźwięków serwowanych przez grupę. Muzycy nadal obracają się w ramach szeroko rozumianego progresywnego rocka, ale robią to ze znacznie większa gracją i pewnością siebie. O tym ostatnim może świadczyć chociażby to, ze porwali się na muzycznego kolosa czyli trwający ponad siedemnaście minut utwór tyłowy. Skoro jesteśmy już przy nim to warto zaznaczyć, ze przy jego tworzeniu muzycy nieco podglądali starszych kolegów z Marillion, Pineapple Thief czy Genesis. W pierwszej części balansuje on pomiędzy dwoma pierwszymi zespołami by mniej więcej od minuty dwunastej przenieść słuchacza w klimaty rodem z np. „Nursery Cryme” (wiadomo kogo). Pochwalić należy też „Deal of Red”, który do pewnego momentu mógłbym nazwać metallikowym „Nothing Else Matters pt 2”, a który kończy iście metalowe uderzenie oraz nastrojowe, ubarwione ładnym motywem granym na pianinie „Shape”. Ciekawostką zapewne będzie też „54” z Mileną Lacksmith, która ubarwiła ten utwór swoim aksamitnym głosem.

„Die Without Living” to ogromny postęp, aż trudno uwierzyć, że ten zespół tak się rozwinął. Postępy widać na każdym polu i aż strach myśleć co będzie na wydawnictwie numer trzy!

7,5/10

Piotr Michalski
Komentarze