24.03.2019
RECENZJE

• AVANTASIA - Moonglow
• BLOODBOUND - Rise of the Dragon Empire
• RPWL - Tales From Outer Space
• OZZY OSBOURNE - No More Tears
• THE CLAYPOOL LENNON DELIRIUM - South Of Reality
• CYTADELA - Do źródeł mroku
• NEWBREED - Law
• ROTTING CHRIST - The Heretics
• KING APATHY - Wounds
• CHRIS CORNELL - Chris Cornell
• HURROCKAINE - Memo (EP)
• BRODKA - MTV Unplugged
• V/A - Stay Tuned
• WOLF - Devil Seed
• OUTRE - Hollow Earth
• ANCST - Abolitionist
• LIST OTWARTY - Hologramy
• POKERFACE - Game On
• OVERKILL - The Wings Of War
RELACJE Z KONCERTÓW
relacja

• SIENA ROOT, HIGHWAY - Piekary Śląskie
• OVERKILL, DESTRUCTION, FLOTSAM & JETSAM, CHRONOSPHERE - Wrocław
• HAKEN, VOLA, BENET KNEE - Kraków
• KLASZ OV THE SEJTANS XIV - Warszawa
• PAUL MCCARTNEY - Kraków
• COLIN BASS, AMAROK, WALFAD - Piekary Śl.
• SLAYER, LAMB OF GOD, ANTHRAX, OBITUARY - Łódź
• POWERWOLF, AMARANTHE, KISSIN’ DYNAMITE - Warszawa
• HAMMERFALL, ARMORED DAWN - Wrocław
• TARJA, STRATOVARIUS, SERPENTYNE - Kraków
• THREE DAYS GRACE - Wrocław
• ILUZJE - II ŻORSKI FESTIWAL MUZYKI ART-ROCKOWEJ - Żory
• XIII STOLETI - Zabrze
• THE PINEAPPLE THIEF, LIZZARD - Warszawa
• ALBION - Kraków

więcej relacji

WYWIADY
wywiad

• NOCTI
• RHAPSODY OF FIRE - Alex Staropoli
• HEAD VISION
• FLOTSAM & JETSAM - Michael Spencer
• ALEX SKOLNICK
• MARTY FRIEDMAN
• DROWN MY DAY - Maciej Korczak
• HEART ATTACK

więcej wywiadów

ARTICLES IN ENGLISH

• ALEX SKOLNICK - Interview
• MARTY FRIEDMAN - Interview
• KAIPA - Hans Ludin - Interview
• NIGHTMARE - Matt Asselberghs - Interview
• IRON MASK - Dushan Petrossi - Interview
• EDEN'S CURSE - Paul Logue - Interview

more articles

POLECAMY

Nawigacja
Artykuły » Recenzje - K » KING APATHY - 2019 - Wounds
KING APATHY - 2019 - Wounds

KING APATHY – Wounds


KING APATHY – Wounds

1. Civilization Kills
2. The Scars Of The Land
3. Cleansing
4. Great Depression
5. Revelation Time
6. He Missed The Stars
7. Reverence
8. Wounds
9. Earthmother Rising

Rok wydania: 2019
Wydawca: Lifeforce Records
http://www.king-apathy.com/





KING APATHY zaintrygował mnie w momencie pojawienia się wzmianki o zbliżającej premierze ich najnowszego wydawnictwa. Mowa oczywiście o „Wounds”, który ukazał się pod koniec lutego bieżącego roku. Odkąd album wpadł w moje ręce, sięgam po niego dość często. Co prawda jego opisanie przedłużało się w czasie, ale to wcale nie oznacza awersji wobec jego zawartości – powody były zgoła inne, ale wróćmy do meritum.

Od razu nadmienię, że zespół pochodzi z Niemiec i nie jest to żaden debiutant. Grupa powstała w 2007 roku i wcześniej zrealizowała już dwa albumy studyjne (drugi z nich nosił tytuł „King Apathy”). Po dziesięciu latach działalności pod nazwą THRÄNENKIND, tuż przed wydaniem trzeciej płyty panowie przemianowali się na KING APATHY i tym gestem zainicjowali nowy rozdział w karierze zespołu (w końcu zmiana nazwy to poważna sprawa).
Premierowe wydawnictwo przyciągnęło moją uwagę również za sprawą klimatycznej okładki – ta ewidentnie sprawia wrażenie jakby miała nieść jakieś przesłanie. Z początku można odnieść błędne wrażenie, że zespół hołduje piekielnym hordom. W końcu na frontowej grafice widnieje rogata postać! Jednak kiedy człowiek przyjrzy się uważniej, wówczas dochodzi się do wniosku, że tu chodzi o coś zupełnie innego. Mimo obfitego poroża, którym nie pogardziłby sam lucyfer, władcza postać zdaje się być kimś, kto zamiast piekielnych mocy reprezentuje siły natury, o czym przekonuje przyboczna straż w postaci wilczej watahy oraz innych leśnych żyjątek. Jak się okazuje, niemiecka grupa otwarcie głosi zdeklarowane treści, proekologiczne hasła, ostrzegając przed nieuchronną zagładą, do której w największym stopniu dokłada się sam człowiek. Bezsprzecznie nie jest im obcy los naszej ziemi, dlatego w swoich tekstach często poruszają tematy związane z zależnościami pomiędzy naturą, a człowiekiem. Tego typu treści niesie ze sobą – nie tylko – otwierający całość „Civilization Kills”, ale również i kolejne utwory. Zresztą wystarczy przewertować dołączoną książeczkę (album ukazał się w formie tekturowego digipaka skąpanego w czerni), zamieszczone tam rysunki oraz teksty, by dojść do wniosku, że „Wounds” to swego rodzaju manifest, impuls, który być może pobudzi słuchaczy do refleksji nad otaczającym światem.

Znowu muzycznie KING APATHY propagują nowocześniejsze stylizacje. Generowane przez nich dźwięki można określić jako mieszanka metalgaze, doom czy też post metalu, a to wszystko w iście atmosferycznym wydaniu i domieszką bardziej ekstremalnych wpływów. Oprócz wyrazistego klimatu (głównie chłodnego) muzyka ma w sobie wiele przestrzeni, czemu na pewno sprzyja specyficzna praca gitar. Utwory nie mają zbyt wiele wspólnego z przebojowością, ale o braku melodyjności też nie ma mowy. Co prawda melodie nie są specjalnie wyzywające i chwytliwe, ale ich funkcja odgrywa istotną rolę. W największym stopniu są one wyczuwalne w mniej drapieżnych fragmentach, gdzie nastrojowość bierze górę, nad metalowym ciosem. Panowie nie trzymają się kurczowo jednej formuły – ich muzyka stanowi połączenie metalowego żywiołu i subtelnej nastrojowości. Pomagają w tym potęgowanie napięcia oraz dynamizm kompozycji. Do tego muzyka jest raczej surowa i w tej materii nie bez znaczenia pozostaje „ukręcone” brzmienie. Mimo zachowania pewnej drapieżności, naturalności, utwory mają dobrą jakość dźwiękową, stąd też wszystko brzmi selektywnie. „Wounds” nie jest też albumem wybiórczych piosenek – należy do niego podejść w sposób kompleksowy, bez dokonywania jakiejkolwiek selekcji. Wpływa na to duża spójność, wyrównanie materiału. I nawet niejednoznaczność klimatyczna nie burzy całego porządku – te „trzy kwadranse” można traktować jako jeden długi utwór, gdzie muzyka prawdopodobnie stanowi poniekąd podkład, tło dla głoszonych (a dokładniej wywrzeszczanych) treści, manifestów. Można pokusić się o stwierdzenie, że ten album „krzyczy” do ludzi, by zaczęli dbać nie tylko o siebie.

Myślę, że jeżeli ktoś lubi nowoczesne trendy w metalu, a do tego ceni sobie muzykę z przesłaniem, prawdopodobnie rozsmakuje w nowym wypieku KING APATHY. Niemcy stworzyli wciągający album, którego zawartość potrafi zatrzymać przy sobie na dłużej. „Wounds” ma w sobie coś magnetyzującego, intrygującego, coś co sprawia, że człowiek chce się w tym zatopić.

8/10

Marcin Magiera

Komentarze