13.07.2020
RECENZJE
DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019

FAIRYLAND - Osyrhianta

AL DI MEOLA – Across The Universe

KATATONIA - City Burials

DESERT NEAR THE END - Of Fire and Stars

VADER - The Darkest Age - Live '93

VADER - Solitude In Madness

TRK PROJECT - Kay & Gerda

WIEWIÓRKA NA DRZEWIE - Wiewiórka na drzewie

KAZIK - Zaraza

IN EXTREMO – Kompass zur Sonne

NEUMA - Weather

WE SELL THE DEAD - Black Sleep

ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - H » HIDEOUS DIVINITY - 2017 - Adveniens
HIDEOUS DIVINITY - 2017 - Adveniens

HIDEOUS DIVINITY - Adveniens


HIDEOUS DIVINITY - Adveniens

1. Ages Die
2. Sub Specie Aeternitatis
3. Passages
4. Angel of Revolution
5. Feeding Off the Blind
6. When Flesh Unfolds
7. Messianica
8. Future in Red
9. Embodiment of Chaos (Sinister cover)

Rok wydania: 2017
Wydawca: Unique Leader Records
https://www.facebook.com/hideousdivinity/





Trzeci album włoskich piewców metalu śmierci z Hideous Divinity - „Adveniens” światło dzienne ujrzał w 2017 roku. Dziewięć totalnie zakręconych numerów o łącznym czasie trwania 48 minut. Po pierwszym przesłuchaniu nasunęło mi się stwierdzenie: zabójcza wojna. Ta muzyka strzela z karabinów i dosłownie zabija słuchacza, rozdziera jego serce, po czym pozostawia dym. Słodko nie jest jak widać. Porządny kawał dobrego death metalu rodem z Włoch.

Nie ma sensu rozkładać płyty na czynniki pierwsze. Wszystkie kawałki są nader śmiertelne. Pojawiają się w nich spokojniejsze momenty, które poprzedzają potężną kawalkadę ciężkich riffów. Weźmy na przykład otwieracz „Ages Die” - słowo wstępu, po czym mamy obłędną grę muzyków i przerażającego krzykacza. „Passages” zaczyna się spokojnie, a w dalszej części następuje coś w rodzaju broni maszynowej, która jest tak potężna, że czapki z głów. „When Flesh Unfolds” powstało chyba w piekle. Smoliste brzmienie, szybkość perkusji i porąbany growl – to jest to! Równie ciekawa jest „Messianica” - szybko, zwięźle i na temat. Ostatnia pozycja to cover Sinister „Embodiment of Chaos”. Nie znam w oryginale, ale w naszym przypadku słuchacze zostają zmieceni z powierzchni ziemi.

A co z pozostałymi piosenkami? Są równie udane jak reszta. Można znaleźć w nich masę ciężkiej gry, piekielny growl, a niejednokrotnie złapać na chwilę oddech. Płytka troszkę nierówna, brakuje mi w niej dopracowania. Więcej hałasu i szybkości, a wszystko będzie w normie. Muzykom, jak i gardłowemu nie mam nic do zarzucenia. Między średnią a dobrą oceną album się zmieści.

5,5/10

Marta Misiak
Komentarze