27.01.2020
RECENZJE
ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory

THE RYSZARD KRAMARSKI PROJECT - Mr. Scrooge

SCYLLA - Apex + Beneath

MARCIN PAJAK - Other Side

V/A - Tribute to ACID DRINKERS - Ladies And Gentlemen On Acid

HOVERCRAFT - Full of Eels

NO MORE JOKES - A Ludzie Się Patrzą...

DAN McCAFFERTY – Last Testament

RPWL - Live From Outer Space

SUPERSONIC BLUES MACHINE - Road Chronicles: Live!

ASTRAL DOORS - Worship or Die

JELONEK - Classical Massacre

ARIA - Guest from the Shadow Kingdom


Nawigacja
Artykuły » Relacje z koncertów » 2019.07.10 - MARK KNOPFLER & BAND - Kraków
2019.07.10 - MARK KNOPFLER & BAND - Kraków

10.07.2019
MARK KNOPFLER & BAND
Kraków - Tauron Arena



MARK KNOPFLER & BAND


A lovestruck Romeo
Sings the streets a serenade
Laying everybody low
With a love song that he made
Finds the streetlight
Steps out of the shade
Says something like:
"You and me, babe, how about it?"


To był piąty utwór w setliście podczas tego chłodnego, lipcowego wieczoru... „Romeo and Juliet” - jedna z pereł w przebogatej skarbnicy Marka Knopflera. I jedna z pięciu wycieczek w krainę Dire Straits. Tylko, czy może aż pięciu? Cóż, dla mnie tylko, bo pewnie nawet gdyby zagrał jeszcze drugie tyle utworów z dyskografii DS – i tak pozostałby niedosyt... Z drugiej strony – na plakatach wyraźnie było napisane „An Evening With Mark Knopfler And Band”, więc nie ma sensu czepiać się braku tego, czy tamtego klasyka z repertuaru słynnej grupy.

Muzyk przyjechał do nas w ramach tournée promującego wydany w listopadzie ubiegłego roku album „Down The Road Wherever”, ale utwory z tego krążka bynajmniej nie zdominowały setlisty krakowskiego koncertu.

Bohaterowi wieczoru towarzyszył na scenie dziesięcioosobowy zespół. Imponująca była nie tylko liczebność składu. Wrażenie robiły również biegłość i wszechstronność muzyków, którzy nawet z ekspresu do kawy i pudełka od zapałek potrafiliby wydobyć muzykę – jak obrazowo stwierdził Knopfler podczas przedstawiania swoich „towarzyszy broni” (btw: „Brothers in Arms” też zabrakło w rozpisce).

To był koncert, w którym główną rolę odgrywała Muzyka, wspomagana dosyć skromną, ale obsługiwaną przez fachowców, oprawą świetlną. Żadnych dekoracji, dymów i innych bajerów.

Czas wyraźnie odcisnął piętno na Marku Knopflerze, który porusza się z trudem, część koncertu zagrał na siedząco. Ale jego gitarowe popisy brzmiały wspaniale... Również wokalnie było bez zarzutu.

Punktualnie o 20.00 panowie ruszyli z przytupem skocznym, folkowym „Why Aye Man” - utworem, otwierającym płytę „The Ragpicker's Dream” sprzed siedemnastu lat. Pięknie wybrzmiała trzecia w kolejności ballada „Sailing To California”, po której Knopfler po raz pierwszy sięgnął po utwór wiadomego zespołu, a był nim „Once Upon A Time In The West”... Taneczne, latynoskie klimaty „Pocztówek z Paragwaju” poderwały publiczność z krzesełek, ustawionych na płycie Tauron Areny. Ludzie podbiegli pod scenę, za nic mając sektory oraz rzędy i bawili się tam do końca koncertu.

Podstawowy set zwieńczył „Speedway at Nazareth”, zagrany bardziej rockowo niż płytowy oryginał. Bisy rozpoczęły się od trzęsienia Ziemi - „Money For Nothing”, przyjęty z ogromnym aplauzem. Dla kontrastu – balladowy „Piper To The End”. Podziękowania, ukłony, machanie do publiczności, która nie zamierzała dawać za wygraną. Krótka narada na scenie i „Going Home” - śliczny temat z filmu „Local Hero”. Po nim zapaliły się światła w Tauron Arenie... Dwie godziny z minutami. Wykonawczo – było świetnie. Setlista – pozostał lekki niedosyt. Ale zdecydowanie warto było spędzić ten wieczór z Markiem Knopflerem i jego znakomitym zespołem...

Robert Dłucik
Komentarze