30.10.2020

Nawigacja
Artykuły » Recenzje - R » RHAPSODY, TURILLI/LIONE - 2019 - Zero Gravity (Rebirth And Evolution)
RHAPSODY, TURILLI/LIONE - 2019 - Zero Gravity (Rebirth And Evolution)

TURILLI/LIONE RHAPSODY - Zero Gravity (Rebirth And Evolution)


 TURILLI/LIONE RHAPSODY

01. Phoenix Rising
02. D.N.A. (Demon And Angel)
03. Zero Gravity
04. Fast Radio Burst
05. Decoding The Multiverse
06. Origins
07. Multidimensional
08. Amata Immortale
09. I Am [feat. Mark Basile
10. Arcanum (Da Vinci's Enigma)
Bonus Track
11. Oceano

Rok Wydania:2019
Wydawca: Nuclear Blast
https://www.facebook.com/tlrhapsody/





Po trasie jaką odbyli Turilli i Lione (wraz z kolegami) można było domniemywać, że panowie nagrają coś razem. Tak też się stało - po sukcesie trasy RHAPSODY REUNION, zespół przemianował się na TURILLI/LIONE RHAPSODY, a pierwszym (studyjnym) owocem ich kolaboracji okazał się "Zero Gravity (Rebirth and Evolution)". Tak wiem, w mnogości wcieleń RHAPSODY można się pogubić, ale co zrobić - nie jest to przecież odosobniony przypadek. W pewnym sensie nowy twór Włochów można uznać/traktować jako kontynuację LUCA TURILLI'S RHAPSODY, tyle tylko, że bez Alessandro Conti za mikrofonem, nad czym mocno ubolewam. Nie będę też mądrował się nad tym jaka jest ta płyta, bo na chwilę obecną ów materiał jest (u mnie) w fazie poznania. Ktoś zapyta po jaką cholerę głosowałem na album, którego jeszcze dobrze nie poznałem... Otóż, czasem decydują przeczucia, a te w tym przypadku są po prostu dobre

Marcin Magiera



Jestem mile zaskoczony. Od paru lat to właśnie RHAPSODY zarządzane przez gitarzystę (Luca Turilli) było moim ulubionym odłamem zespołu. Ich konwencja symfoniczna, filmowa, ukłon w stronę tematyki sci-fi było dla mnie bardziej świeże niż klimaty fantasy przy których pozostał Staropoli z ekipą. Dlaczego jestem zaskoczony, bo kolejny rozłam troszkę mnie zniesmaczył i nieco powątpiewałem w efekt końcowy. O zdziwieniu nie mogę powiedzieć, bo przecież muzycy najpierw pojechali trasę pod szyldem Rhapsody Reunion. Trasa była sukcesem... i coś wisiało w powietrzu. Suma summarum... Na rynku pojawia się "Zero Gravity" i okazuje się że Lione także przekonująco wypada w kosmicznych opowieściach (fani kojarzą na pewno, że w VISION DIVINE ocierał się o tą tematykę). Nowe kompozycje są naprawdę dobre. Dobór gości może nie jest zaskakujący, ale okazuje się trafny. Masa kapitalnych melodii. Garść tematów pozostających w pamięci. To więcej niż dobra płyta.

Piotr Spyra