11.07.2020
RECENZJE
DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019

FAIRYLAND - Osyrhianta

AL DI MEOLA – Across The Universe

KATATONIA - City Burials

DESERT NEAR THE END - Of Fire and Stars

VADER - The Darkest Age - Live '93

VADER - Solitude In Madness

TRK PROJECT - Kay & Gerda

WIEWIÓRKA NA DRZEWIE - Wiewiórka na drzewie

KAZIK - Zaraza

IN EXTREMO – Kompass zur Sonne

NEUMA - Weather

WE SELL THE DEAD - Black Sleep

ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - Q » QUANTUM FANTAY - 2019 - Yemaya Orishha
QUANTUM FANTAY - 2019 - Yemaya Orishha

QUANTUM FANTAY - Yemaya Orishha


QUANTUM FANTAY - Yemaya Orishha

1. Yemaya Orisha (Veautifull Mocean Pt1) (12:51)
2. Mami Wata (Veautifull Mocean Pt2) (9:56)
3. Riddles of the Sphinx (7:20)
4. Gemini Flower (8:03)
5. Serra da Estrela (7:12)

Rok wydania:2019
Wydawca: Progressive Promotion Records
https://www.facebook.com/QuantumFantay/
https://www.progressive-promotion.de/





Kolejna płyta Quantum Fantay, wydana pod skrzydłami Progressive Promotion Records, nie zbacza z obranego przez zespół muzycznego kierunku. Belgowie nadal eksplorują muzyczne rejony, które odkrył wcześniej, legendarny już, brytyjski Ozric Tentacles. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, że Quantum Fantay, jest obecnie bardziej „ozricowy” od oryginału. Nawet sama okładka, swoją barwą, raz nagromadzeniem szeroko pojętych motywów przyrody, przypomina nam obrazy zdobiące płyty Ozric Tentacles. Postawmy przykładowo płytę „Yemaya Orishha”, obok „The Yumyum Tree”. Obie okładki ociekają zielenią, na obydwóch są motywy drzewa. Z tą tylko różnicą, że na ozricowym drzewie siedzi zabawny ludek, a obok drzewa Quantum Fantay, przemierza tajemnicza kobieca postać.

Wracając do sedna sprawy. Muzyka na „Yemaya Orisha”, również ocieka bujnymi niczym przyroda klawiszowymi plamami, pełnymi charakterystycznych plumkań, bulgotów, pogłosów, z dojrzałym, gitarowym kwiatostanem i delikatnym jak krople rosy brzmieniem fletu. Nagromadzenie takich muzycznych środków jest tak intensywne, jak przyroda w Puszczy Amazońskiej. Nasze ucho musi się mozolnie przedrzeć przez ten muzyczny gąszcz, ale sam kontakt z naturą owej muzyki , chociaż wymaga pewnego trudu, potrafi sprawić wiele przyjemności. Jeszcze raz nawiązując do okładki, na której widnieje kobieca postać. Na płycie słychać natomiast, w formie melorecytacji, żeńskie wokalizy (Maera, w kompozycji „Mami Wata” i Rafaela, w „Serra da Estrela”), które jeszcze bardziej ubogacają całość.

Warto zatopić się więc w ten charakterystyczny dźwiękowy świat, chociaż muzyka, z płyty na płytę niewiele się zmienia. Jest jak muzyczny atlas przyrody, pokazując różne gatunki, różne barwy i odcienie wybranej, muzycznej roślinności.

8/10

Marek Toma
Komentarze