07.08.2020
RECENZJE
DEEP PURPLE - Whoosh!

BOB DYLAN - Rough And Rowdy Ways

KONTRKULTURA - Wszystko Już Powiedziane

VERBAL DELIRIUM - From The Small Hours Of Weakness

OSTA LOVE - About Time

SBB - Jerzyk

CHAOS OVER COSMOS - The Ultimate Multiverse

HOVERCRAFT - Fall

PIOTR DAMSE - Inside Outside

H-ONE - MMLXIX

ALBION - Albion

COLIN BASS /DANIEL BIRO - Still

MAGNUS KARLSSON'S FREE FALL - We Are The Night

BLACKLIGHT - Follow the Future

WAVE - [Dream]

DEPECHE MODE - Live Spirits Soundtrack

THE MOTH GATHERER - Esoteric Oppression

DIVINE WEEP - The Omega Man

HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - D » DEEP PURPLE - 2019 - Live Newcastle 2001
DEEP PURPLE - 2019 - Live Newcastle 2001

DEEP PURPLE - Live Newcastle 2001


DEEP PURPLE - Live Newcastle 2001

1. Woman From Tokyo
2. Ted The Mechanic
3. Mary Long
4. Lazy
5. No One Came
6. Black Night
7. Sometimes I Feel Like Screaming
8. Fools
9. Perfect Strangers
10. Hey Cisco
11. When A Blind Man Cries
12. Smoke On The Water
13. Speed King/Good Times
14. Hush
15. Highway Star

Rok wydania: 2019
Wydawca: earMUSIC
http://www.deeppurple.com/





Bogata koncertowa dyskografia legendy rocka powiększyła się ostatnio o kolejną pozycję. Panowie postanowili poszperać w archiwach i przygotować dla fanów Limited Edition Series, czyli serię koncertowych albumów z różnych okresów działalności. Na pierwszy ogień – australijski występ zespołu sprzed osiemnastu lat.

Szata graficzna dość ascetyczna (przypomina koncertowe albumy wydawane swego czasu przez Pearl Jam), każdy egzemplarz płyty posiada swój numer (co pewnie sprawi frajdę kolekcjonerom).

Pora przejść do muzyki. Purple grali wtedy w składzie Gillan – Glover – Morse – Lord – Paice. Ostatną – wówczas – płytą studyjną zespołu był średni „Abandon”, ale akurat utworów z tego materiału w setliście nie uświadczymy. Mamy za to aż trzech reprezentantów „Purpendicular”, pierwszego krążka nagranego z Morse'm w roli gitarzysty. Cieszy zwłaszcza obecność „Sometimes I Feel Like Screaming”. I to jeszcze w bezpośrednim sąsiedztwie klasycznego, zagranego w mocno wydłużonej wersji „Fools”! Ponad dwie dekady dzielą te utwory, ale piękno i moc takie same...

Purple postanowili jednak trochę pokombinować i … mam z tym mieszane uczucia. Zaprosili bowiem do współpracy sekcję dętą. Gdyby partie dęciaków wzbogaciły swingujące lub funkowe kawałki z „purpurowego” repertuaru Purpli – byłoby w porządku (vide: „Hey Cisco”). Ale kiedy nagle podczas zwrotek mojego ukochanego „Perfect Strangers”, ni stąd ni zowąd pojawiają się trąby – dostaję wysypki... To samo dotyczy również ślicznej ballady „When A Blind Man Cries”, która otwiera drugi dysk wydawnictwa. Lepsze jest wrogiem dobrego, chciałoby się zakrzyknąć...

Oprócz dęciaków, weterani zaprosili również tamtego wieczoru na scenę australijskiego wokalistę Jimmy'ego Barnesa. Smaczku dodaje fakt, że Barnes był w gronie kandydatów do … zastąpienia Iana Gillana, po jego drugim odejściu ze składu Purpli. Jeden z najpopularniejszych i najbardziej cenionych artystów na Antypodach pojawia się w „Speed King” (czy też w wiązance rock'n'rollowych kawałków, która zostaje w niego wpleciona), rozbudowanym do ponad kwadransa. Jego głos słychać także w pomnikowym „Highway Star”, który efektownie kończy ten koncert (tutaj mamy jeszcze jednego gościa – Iana Mossa, kolejną znaczącą postać australijskiego rocka).

Ciekawa setlista, bo oprócz żelaznych punktów Purpurowych koncertów („Smoke on The Water”, „Black Night”) są rzeczy nieoczywiste („Mary Long”, „No One Came”, „Fools”). Bardzo dobra forma zespołu z wokalistą włącznie (dobrze, że zachowano dowcipne zapowiedzi utworów i przekomarzanie się Gillana z publicznością). Tylko te dęciaki... Ale Purple to Purple, po ich koncertową płytę zawsze warto sięgnąć. Do czego fanów zespołu chyba nie muszę specjalnie namawiać...

7/10

Robert Dłucik
Komentarze