24.09.2021

Nawigacja
Artykuły » Recenzje - A » ABRAHAM, LEE - Comatose
ABRAHAM, LEE - Comatose

LEE ABRAHAM - Comatose


LEE ABRAHAM - Comatose

1. Comatose (47:00):
- i. Numb Pt 1 (11:18)
- ii. Realisation (3:55)
- iii. Twisted Metal (3:29)
- iv. Ascend The Sky (5:15)
- v. The Sun (4:48)
- vi. Numb Pt 2 (4:28)
- vii. No Going Back (6:19)
- viii. Awaken? (7:24)

Rok wydania: 2019
Wydawca: F2 Music






Po nieco lżejszym, bardziej piosenkowym albumie „Colours”, były basista, a obecnie gitarzysta Galahad - Lee Abraham, obdarzył nas niedawno swoją kolejną solową płytą. Tym razem trzeba ją postrzegać jako jedną 47-minutową całość. „Comatose” jest bowiem albumem koncepcyjnym. Opowiada historię ofiary wypadku, która będąc w śpiączce, powraca do ważnych momentów swojego życia.

Jak to u Lee Abrahama bywa do realizacji swojego dzieła, zaprosił muzyków znanych z „progresywnego podwórka”, tym razem muzyczna prog ławka jest nieco krótsza: Rob Arnold - klawisze, Gerald Mulligan (CREDO) - perkusja, oraz Diane Abraham i Mark Spencer (GALAHAD) - chórki. No i oczywiście główny wokal - Marc Atkinson (RIVERSEA, NINE STONES CLOSE, MANDALABAND).

W kwestii muzycznej na „Comatose” nie brakuje tego, czym raczył na muzyk, na swoich poprzednich płytach - pięknych gitarowych solówek. Komitywę muzyki Lee Abrahama, z wyjątkowym wokalem Marca Atkinsona również mogliśmy doświadczyć już wcześniej, chociażby w utworze „Corridors of Power”, z płyty „Distant Days”, czy w tytułowej kompozycji z albumu „The Seasons Turn”. Tym razem główny wokal należy tylko do niego, co bardzo dobrze wpłynęło na spójność materiału.

Odgłos aparatu podtrzymującego funkcje życiowe, a potem bardzo mocny wstęp (Numb pt 1) – to początek płyty, a potem rozjeżdża nas ostra, wręcz metalowo brzmiąca gitara. Następnie słyszymy dźwięk nadjeżdżającej karetki i delikatne klawiszowe motywy. Wreszcie do głosu dochodzi wokal, otoczony piękną, gitarową solówką. Mamy tutaj cały gitarowy wachlarz: cięte agresywniejsze riffy, ciepłe solówki i delikatne, akustyczne brzmienia. Poszczególne części suity bardzo płynnie następują po sobie, poprzez gospelowe „Ascend The Sky”, przepiękne, delikatne „The Sun”, siarczyste „Numb Pt 2”, aż po ostatnie przejmujące dźwięki „Awaken?”.

Muzyka wchłania, przelatuje niepostrzeżenie i szybko jak piękne momenty, z życia bohatera tej muzycznej opowieści. Mamy jednak pewien komfort, możemy włączyć przycisk "repeat", by przeżyć to od nowa, nawet wielokrotnie.

9/10

Marek Toma