07.12.2019
RECENZJE
ARIA - Guest from the Shadow Kingdom

DEZERTER - Undergound Out of Poland

PERIHELLIUM - Prototype

MOTHER OF MILLIONS - Artifacts

TRIBULATION - Down Below

EUROPE - Europe

JAN METUS - Time Will Dissolve Our Shadows

JAN AKKERMAN - Close Beauty

REMEMBRANCE - Fall, Obsidian Night

PETR STEPAN & BRATRSTVO LUNY - Luna nad Iglau

DESTRUCTION - Born to Perish

GALLILEOUS - Moonsooon

ISSUN - Dark Green Glow

THE PAU - Raj

THE HOLEUM - Sublime Emptiness

RONNIE WOOD WITH HIS WILD FIVE - Mad Lad: A Live Tribute to Chuck Berry

BLACK STONE CHERRY - Black To Blues 2

RHAPSODY - Dawn of Victory

FLESHWORLD - The Essence Has Changed But The Detail Remains

YOGI LANG - A Way Out Of Here

MYSTHICON - Into the Dark (EP.)

ALHENA - Breaking the Silence...by Scream

ADAM JURCZYŃSKI - Beyond the Horizon

JOE BONAMASSA - Live At the Sydney Opera House

GHOST - Infestissumam

NIKKI STRINGFIELD - Harmonies for the Haunted

MILLENIUM - The Web

FRONTBACK - Don't Mind the Noise

VISION DIVINE - When All The Heroes Are Dead


Nawigacja
Artykuły » Wywiady » COCHISE - Wojciech Napora
COCHISE - Wojciech Napora

COCHISE
- Wojciech Napora -



cochise


COCHISE w ciągu 15 lat wydał sześć płyt i zagrał setki koncertów, i wciąż emanuje z nich radość ze wspólnego grania, tworzenia. Być może kluczem do udanego związku tych czterech facetów jest to co mówi Wojciech Napora gitarzysta kwartetu: „jesteśmy jak rodzina” . Kiedy jest się tak zgraną ekipą, praca idzie gładko, a efekty mogą być tak wyśmienite jak na ich ostatnim albumie „Exit: A Good Day To Die”.




Mam wrażenie, że najnowsza płyta Cochise „Exit : A Goood Day To Die” jest najbardziej dopracowana w szczegółach ze wszystkich jakie dotąd opublikowaliście. Pod względem aranżacji osiągnęliście jakiś niebotyczny poziom. Musiało to kosztować wiele wysiłku, więc jak tym razem przebiegała praca nad realizacją nagrań?

Wojtek: Bardzo Ci dziękuję za tak miłe słowa. Szczerze mówiąc, to chyba efekt naszego doświadczenia. Praca nad Exit nie różniła się zbytnio od tego co robiliśmy poprzednio. Zawsze wkładamy całe serce w komponowanie, aranżacje i nagranie. Wygląda na to, że czas spędzony na próbach i koncertach procentuje (śmiech).

Oczywiście jesteś odpowiedzialny za gitary, a ten instrument kilka razy zaskakuje na płycie. W swoich wejściach pojechałeś po gryfie, jak za heavy metalowych czasów i jesteś w tym w całości konsekwentny. Na ile Twoja gra jest przemyślana, a na ile spontaniczna? Brałeś pod uwagę jakieś wzorce, inspiracje?

Wojtek: Nigdy nie kalkuluję, nie czerpię garściami z określonych wzorców. Oczywiście inspiruje mnie mnóstwo dobrej muzyki i muzyków. Jednak staram się zachować siebie i pozostać spontanicznym, działać instynktownie. Wszystko może być inspiracją. Ważne by wzorce przepuszczać przez swój wewnętrzny filtr.

Po latach na waszym albumie pojawiły się piosenki zaśpiewane w języku polskim. Dlaczego zdecydowaliście się na taki zabieg?

Wojtek: Decyzja o polskich tekstach zapadła spontanicznie. Paweł miał już gotowe wszystkie „liryki” po angielsku, gdy jednej nocy stwierdził, że kilka utworów mógłby spróbować zaśpiewać w ojczystym języku. Pomyśleliśmy, czemu nie? Powstały zupełnie nowe teksty. Większość przypadła nam do gustu i zamieniliśmy niektóre teksty angielskie na polskie i tak zostało.

Utwór Karzeł wcześniej pojawił się na waszym debiucie „Still Alive” dlaczego postanowiliście go odświeżyć?

Wojtek: Chcieliśmy wrócić do Karła z Argonem, który nigdy wcześniej go nie grał. Fajnie zabrzmiał i trafił do naszego seta koncertowego. W międzyczasie zdecydowaliśmy, że kilka utworów na nowej płycie będzie po polsku. Postanowiliśmy, że fajnie będzie do nich dorzucić Karła. I tak zamiast dziesięciu, nagraliśmy jedenaście kawałków.

Ideologicznie „Exit : A Goood Day To Die” spośród wszystkich płyt jest najbardziej powiązania z waszymi „indiańskimi korzeniami” skąd tym razem takie mocne i wprost nawiązanie do indiańskiej historii i martyrologii?

Wojtek: Nazwa zobowiązuje (śmiech). Indianie i ich kultura są z nami cały czas. Raz jest ich więcej, raz mniej. Czasami „pojawiają się” w tekstach, innym razem w grafice lub „wrzutkach” muzycznych. Tym razem „przejęli” naszą okładkę i resztę grafiki. Również tytuł płyty i dwa utwory bezpośrednio nawiązują do kultury i stylu życia Indian. Tak wyszło.

Do promocji nowej płyty realizując teledysk wybraliście zamykający całość utwór Oceany, nie jest jednak reprezentatywny dla całości, więcej, jest odmienny od wszystkiego co Cochise do tej pory zaprezentował, więc dlaczego taki wybór?


Wojtek: Oceany to jeden z pięciu teledysków, które promują lub będą promować nową płytę. Zaczęliśmy od The Weeping Song. Potem poszły Pustki, teraz Oceany. Mamy w planach jeszcze Superstar i W pomroczach. W klipach chcemy pokazać różne oblicze Cochise. Nie tylko te z mocnym uderzeniem. Dlatego taki rozstrzał.

Co jakiś czas bierzecie na warsztat cudze piosenki. Tym razem wybór padł na „The Weeping Song” Nicka Cave. Dlaczego?

Wojtek: Bardzo lubię Nicka Cave’a. Słuchając kiedyś jego muzyki, moją szczególną uwagę zwrócił The Weeping Song. Świetny utwór z cudowną melodią w refrenie. Pomyślałem, że moglibyśmy spróbować zrobić ten utwór z „Cochisami”. Na początku koledzy nie byli zachwyceni (śmiech). Z czasem złapaliśmy jednak odpowiedni klimat i poszło. Weeping wciągnął nas zupełnie. Niewiele zabrakło, a przepadłby podobnie jak kilka innych „cudzesów”.

Jak to się stało, że wasze wykonanie zostało wzbogacone o fragment „Another Brick In The Wal Part 2” Pink Floyd ? Co chcieliście osiągnąć?

Wojtek: Szczerze? Chcieliśmy wypełnić czymś lukę po trzeciej zwrotce. Paweł stwierdził, że po drugim refrenie lepiej zrobić wyciszenie i pokombinować z czymś delikatnym. Szybko wpadł nam do głowy „Flojd” i tak został w naszym „Kejwie”.

Jaki jest odbiór waszych nowych utworów na koncertach?

Wojtek: Wiele z nich graliśmy już przed wydaniem płyty. Spotkały się z bardzo pozytywną reakcją. My sami też lubimy je grać. Większość z nich trafiła do aktualnego seta koncertowego. Zobaczymy na jak długo (śmiech)

Godna podziwu jest wasza pracowitość i konsekwencja. Regularnie wydajecie płyty, prawie cały weekendowy rok koncertujecie, jak udaje się wam to pogodzić z trudami codziennego życia i wciąż tryskać rockową energią?

Wojtek: Wydaje mi się, że dla chcącego nic trudnego. Zakładaliśmy Cochise po to, by tworzyć muzykę i grać koncerty. Reszta, dotycząca zespołu, to “rzeczy” dodatkowe. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Nadal chcemy komponować, nagrywać i grać muzykę na żywo. Bez żadnych oczekiwań.

Jaką rolę w Twoim życiu pełni zespół Cochise?

Wojtek: Jest najważniejszy, z “rzeczy” mniej ważnych.

Obserwując was z zewnątrz można wysnuć wniosek że Cochise to jedna rodzina, jak opisałbyś stosunki panujące wewnątrz zespołu po 15 latach wspólnego grania?


Wojtek: Nie jestem psychologiem (śmiech). Faktycznie tyle lat razem robi wrażenie. Najważniejsze, że nadal chcemy grać i szanujemy się. Można powiedzieć, że jesteśmy jak rodzina. Taka bez zobowiązań (śmiech)

Pamiętasz początki zespołu? Jaki wówczas przyświecał wam cel i jak zmienił się na przestrzeni tych 15 lat?

Wojtek: Tak jak wspomniałem, zakładaliśmy zespół po to, by tworzyć muzykę i grać koncerty. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Nie powiem, że my się nie zmieniliśmy. Mamy za sobą sześć płyt i setki koncertów. Patrzymy na pewne rzeczy inaczej, ale sedno pozostaje takie same.

Jest już końcówka roku 2019, jakie są Twoje ulubione tegoroczne płyty?

Wojtek: Faktycznie, można już podsumowywać rok 2019 (śmiech). Bardzo podoba mi się płyta duetu The Claypool Lennon Delirium „South of Reality”. Poza tym lubię słuchać: Nick Cave „Ghosteen”, Michael Schenker Fest „Revelation”, Tool „Fear Inoculum”, The Raconteurs „Help Us Stranger”, Morrissey „California Son”, Mazolewski Porter „Philosophia”, Rammstein „Rammstein”. Pewnie coś pominąłem, ale co tam (śmiech). Dziękuję za rozmowę i pozdrawiam wszystkich czytelników portalu Rock Area.

Również bardzo dziękujemy za rozmowę.

Komentarze