24.02.2020
RECENZJE
OZZY OSBOURNE - Ordinary Man


BLIND EGO - Preaching To The Choir

SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio

HALFORD - Resurrection

YENISEI - The Last Cruise

ORGANIC NOISES - Organic Noises

ATERRA - Utopia

ANNIHILATOR - Ballistic, Sadistic

BLIND GUARDIAN TWILIGHT ORCHESTRA - Legacy Of The Dark Lands

CAREN COLTRANE CRUSADE - Potwór

NO SEASON - Highwires

MULK - I

APOCALYPTICA - Cell-0

MANIFEST - ...and For This We Should Be Damned?

HATEFUL FIVE - Winny

GOLDEN EARRING – Live

SLIPKNOT - We Are Not Your Kind

THE BROKEN BRIDGES - Endless Road

SLIPKNOT - .5: The Gray Chapter

BABYMETAL - Metal Galaxy

CRAYON PHASE - Two Hundred Pages

CROBOT - Motherbrain

TWILIGHT FORCE - Dawn Of The Dragonstar

ŁUKASZ DRAPAŁA & CHEVY - Potwory


Nawigacja
Artykuły » Relacje z koncertów » 2020.02.06 - SLIPKNOT, BEHEMOTH - Łódź
2020.02.06 - SLIPKNOT, BEHEMOTH - Łódź

06.02.2020
SLIPKNOT, BEHEMOTH
Łódź - Atlas Arena



slipknot


Po zeszłorocznym występie SLIPKNOT na Mystic Festival, pozostał pewien niedosyt Tym bardziej że koncert odbył się tuż przed wydaniem nowego krążka. A nowa płyta "We Are Not Your Kind" okazała się bardzo dobra. Podgrzani tymi faktami fani niecierpliwie zrywali kartki z kalendarza do dnia 6 lutego. Na ten dzień amerykanie wspierani przez BEHEMOTH zapowiedzieli koncert w Łodzi.

Nasi krajanie pokazali się na wielkiej scenie Atlas Areny z całym anturażem. Wydawać się mogło że jeśli nawet nie skradną szoł gwieździe wieczoru, to prezentują się co najmniej okazale, z rozbudowaną pod swój koncert sceną i imponującą pirotechniką. Zresztą podczas późniejszego koncertu Corey Taylor nie szczędził słów pochwały dla BEHEMOTHA. I faktem jest że nasza ekipa doskonale podgrzała publiczność, a podczas jej występu zarówno sektory jak i płyta był wypełnione co najmniej w 70-ciu procentach.
Przejdźmy jednak do koncertu SLIPKNOT. No początku z głośników usłyszeliśmy budujący hit AC/DC - "For Those About to Rock (We Salute You)" i podczas któregoś uderzenia perkusji wraz z dźwiękiem wybuchu, kurtyna kryjąca scenę została w mgnieniu oka zwinięta i na scenie pojawili się amerykanie. Scena zbudowana na ich koncert była jeszcze bardziej okazała. Generalnie w stosunku do poprzedniego festiwalowego występu oprócz wielopoziomowej konstrukcji i ambon z zestawami perkusyjnymi dla aktorów, nad sceną pojawiły się gigantyczne panoramiczne wyświetlacze, które na początku mogły uchodzić za neonowe konstrukcje. Zresztą ten patent skłonił mnie do podejrzeń że hipnotyzujące wentylatory tuż za wokalistą również są wyświetlane. Zresztą kiedy już wyrobiłem sobie jakąś opinię, przebieg wydarzeń zmuszał mnie do jej weryfikacji. Na początku wspomniane konstrukcje nad sceną. Z mojego punktu widzenia, bardzo udane (przypominały mi trochę scenę zespołu LAMB OF GOD), później okazały się wyświetlaczami, na których prezentowane były nie tylko fragmenty klipów i animacje, ale również przeróżne tła i dodatkowe elementy scenografii. Kiedy już myślałem, że SLIPKNOT skupi się (tak jak na przykład KORN) jedynie na wyświetlaniu efektów i tego wieczoru pirotechnika pozostanie domeną BEHEMOTH, dosłownie parę chwil później na scenie wybuchły najpierw sztuczne ognie, następnie zewsząd wydobywać zaczęły się wybuchy i dawkowane płomienie, kończąc na miotaczu ognia sterowanym przez gitarzystę. Był taki moment, kiedy pomyślałem iż mimo że, na nowej płycie sporo jest wstępniaków i przerywników... zespół nie stosuje ich nachalnie podczas koncertu. I jakby na zawołanie od tego momentu ich ilość wzrosła. Jeśli chodzi o występ, to SLIPKNOT serwuje mieszankę psychodelii i horroru. Oprócz muzyków na scenie pojawiają się postaci przebrane w kostiumy rodem z filmów grozy. Zachowują się przy tym również w charakterystyczny sposób. Po pierwsze dwaj aktorzy pozornie wspomagający zespół na dodatkowych zestawach bębnów, niepomni przepisów BHP skakali jak szaleni po swoich konstrukcjach by co jakiś czas pojawić się również na froncie sceny. Do tego pewna zakapturzona postać... to widowisko mogło wywołać dreszcze. Na bocznych telebimach mogliśmy obserwować zbliżenia na muzyków i aktorów, tym czasem na centralnych wyświetlaczach pojawiały się groteskowe sceny współgrające z utworami. A dobór repertuaru był właśnie największą różnicą między poprzednim koncertem festiwalowym zespołu, a występem amerykanów jako headliner. Myślę, że można było się spodziewać że gro setlisty zajmą utwory z nowej płyty, tymczasem pojawiły się z niej cztery kawałki. Natomiast z debiutanckiego krążka, o którego jubileuszu frontman wspominał kilkukrotnie, usłyszeliśmy aż pięć utworów. Dwójka - kultowa "Iowa" i trójka doczekały się po trzech reprezentantów. Ale publiczność reagowała równie gorąco na klasyki jak i nowe kawałki. Zresztą Corey w rozmowach z publicznością pytał kto widział SLIPKNOT już poprzednio, a kto jest na koncercie zespołu po praz pierwszy i wydaje mi się że proporcje były wyrównane. Wielokrotnie zresztą frontman grupy chwalił publikę i zaznaczał że wszyscy stanowią jedną wielką rodzinę. Skomentowaliśmy to kiedy pewien jegomość podczas bardziej dynamicznych utworów częstokroć wpadał na nas, ewentualnie przekraczał naszą przestrzeń osobistą... "ale - co zrobić - w końcu rodzina ;)".

SLIPKNOT dał zdecydowanie lepszy koncert niż poprzednio. Fakt że wydarzenie było podporządkowane tylko im zaowocował lepszym nagłośnieniem. Taylor również był tego dnia znacznie lepiej dysponowany wokalnie. I kiedy szukam jakiejś błyskotliwej puenty, raczej skłonny jestem zakończyć tą relację krótko. Ich występ to CZAD - po prostu CZAD!


behemoth

behemoth

slipknot

slipknot

slipknot

slipknot



Piotr Spyra
Komentarze