29.03.2020
RECENZJE
NOMAD - Transmogrification (Partus)

INVERTIGO - Inmotion

JULIA MII - To ja, księżyc

DEPECHE MODE - Speak & Spell

VOLTURYON - Cleansed by Carnage

DIABULUS IN MUSICA – Euphonic Entropy

PENDRAGON - Love Over Fear

LIZARD - Master & M

MECH - Tasmania

SEPULTURA - Quadra

MARKO HIETALA - Pyre Of The Black Heart

SUBTERFUGE - Prometheus

VIRGIN SNATCH - Vote is a Bullet

DEPECHE MODE - Delta Machine

MYSTERY - Live in Poznań

SBB - Welcome

KILLSORROW - Killsorrow

FLAMING ROW - The Pure Shine

VOYAGER - Colours in the Sun

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

CETI - Oczy Martwych Miast

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

KING! AUTOBIOGRAFIA - Staszczyk, Księżyk

OZZY OSBOURNE - Ordinary Man

BLIND EGO - Preaching To The Choir

SBB - Follow My Dream

BESIDES - Bystanders

GREEN DAY - Father of All Motherfuckers

SERIOUS BLACK - Suite 226

THY DISEASE - Transhumanism

SOSNOWSKI – The Hand Luggage Studio


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - K » KILLSORROW - 2019 - Killsorrow
KILLSORROW - 2019 - Killsorrow

KILLSORROW - Killsorrow


Killsorrow

1. Radiance
2. Burn Him Alive
3. Animal
4. Killsorrow
5. Only Dust Remains
6. Sleepwalkers
7. One Last Day
8. Alone
9. Hope in You
10. When the Night Is Calling
11. Desert Wind
12. Warriors of the Storm
13. World Turned Off
14. Eternal Sunset

https://www.facebook.com/Killsorrow/





Grupa KILLSORROW stanowi ciekawy przypadek na rodzimej scenie. Zdecydowali się bowiem na szczególną otoczkę, dla swojej muzyki. Image, wizerunek sceniczny, klimat w jakim utrzymane są materiały promocyjne - czyli pewna post-apokaliptyczna wizja świata, to może się podobać. Madmaxowe stroje, rekwizyty - bardzo sugestywne... nie zdziwiłbym się, gdyby taki zespół zapisałby sobie w riderze ze 2 tony piachu, żeby móc zamienić scenę w pustynię.

Fajnie z tym wszystkim koreluje muzyka zespołu. Przyzwyczaiłem się myśleć o grupie, jako o zespole metal-core'owym. Tym czasem wraz ze zmianą wokalisty i pojawieniem się nowego krążka, mamy do czynienia z czymś bardziej wielowarstwowym. Nowy gardłowy kapeli doskonale sprawdza się w growlach, ale i jego czysta barwa jest czymś co warto eksplorować. Zespół korzysta z tego skrzętnie. Mamy zatem sporo partii wokalnych z typowo hardrockową melodyką, a w kilku bardziej skocznych numerach zapachniało nawet punkrockową werwą. Do tego dochodzi budowa kompozycji. Sporo tu harmonii i nieprzesterowanych gitar, co w sumie daje nam miks In Flames i Iron Maiden. Tekstowo mamy do czynienia z pewnym konceptem co daje wyraz nawet w sposobie zapisania tracklisty. Udany zabieg - owszem. Wszystko wydaje się być dopracowane i spięte klamrą. Co jakiś czas pojawia się kapitalny gitarowy wstępniak... zresztą od strony wiosłowania jest wypas! Riffy i solówki palce lizać! Album jako całość jest bardzo melodyjny, mimo że stara się być ciężki.

I z jednej strony bardzo podoba mi się to, co chłopaki prezentują, a z drugiej mam małą zagwozdkę. Bo gdzieś w tym całym biegu do perfekcji, chyba trochę przesadzili. W trakcie słuchania każdej kompozycji z osobna, nie jestem w stanie powiedzieć złego słowa. Ale po wysłuchaniu płyty, coś mi nie pasuje. Gdybym powiedział że czegoś mi brakuje, pewnie bym skłamał... To może czegoś jest za dużo? Chyba to będzie powodem. Brzmieniowo jest doskonale. Zbyt grzecznie? Brakuje mi w tej płycie trochę brudu i metalowego niechlujstwa. Może też nagromadzenie tylu dobrych numerów powoduje klęskę urodzaju i jako odbiorca zaczynam szukać dziury w całym. Może lepszym pomysłem było wydać płytę o połowę krótszą i zostawić słuchacza z niedosytem.

I teraz nie chciałbym żebyście odebrali to jako super zarzut, ale przy tej całej dbałości o wizerunek i o dopięcie wszystkiego na ostatni guzik, wyszła chłopakom taka "metalcorowa płyta dla krawaciarzy". Z drugiej strony sam po pracy chętnie przebiorę się w katanę i koszulkę Maiden i wybiorę się na ich koncert.

7/10

Piotr Spyra
Komentarze