08.07.2020
RECENZJE
HEART&REST - Shall We Begin?

HANGING GARDEN - Into That Good Night

MYRATH - Live in Carthage

ONE HOUR HELL - Voidwalker

DEACON BLUE - City of Love

RICK MILLER - Belief In The Machine

ROMAN ODOJ - Fiasko

MOUNTAINEER - Bloodletting

H.E.A.T. - II

ONE LIFE ALL-IN - Letter of Forgiveness

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

OBSIDIAN TIDE - Pillars of Creation

SUBSIGNAL - A Song For The Homeless - Live in Rüsselsheim 2019

FAIRYLAND - Osyrhianta

AL DI MEOLA – Across The Universe

KATATONIA - City Burials

DESERT NEAR THE END - Of Fire and Stars

VADER - The Darkest Age - Live '93

VADER - Solitude In Madness

TRK PROJECT - Kay & Gerda

WIEWIÓRKA NA DRZEWIE - Wiewiórka na drzewie

KAZIK - Zaraza

IN EXTREMO – Kompass zur Sonne

NEUMA - Weather

WE SELL THE DEAD - Black Sleep

ANVISION - Love & Hate

NEUMA - Vol.2

SCEPTIC - Blind Existence

RUNNING WILD - Crossing the Blades Ep.

FREN - Where Do You Want Ghosts To Reside

KEEP ROCKIN' - Seismic Shift


Nawigacja
Artykuły » Recenzje - M » ME AND THAT MAN - 2020 - New Man, New Songs, Same Shit, vol.1
ME AND THAT MAN - 2020 - New Man, New Songs, Same Shit, vol.1

ME AND THAT MAN - New Man, New Songs, Same Shit, vol.1


ME AND THAT MAN - New Man, New Songs, Same Shit, vol.1

1. Run with the Devil feat. Jorgen Munkeby (Shining NO)
2. Coming Home feat. Sivert Høyem (Madrugada)
3. Burning Churches feat. Mat McNerney (Grave Pleasures)
4. By the River feat. Ihsahn (Emperor)
5. Męstwo
6. Surrender feat. Landers Andelius (Dead Soul)
7. Deep Down South feat. Johanna Sadonis (Lucifer)
8. Man of the Cross feat. Jérôme Reuter (Rome)
9. You Will Be Mine feat. Matt Heavy (Trivium)
10. How Come feat. Corey Taylor (Slipknot)
11. Confession feat. Niklas Kvarforth (Shining SE)

Rok Wydania: 2020
Wydawca : Mystic
https://www.facebook.com/meandthatman





ME AND THAT MAN, solowy projekt Nergala (naczelnego heretyka Rzeczpospolitej), powrócił z nową płytą. Już bez Johna Portera, ale z tak liczną grupą znakomitych gości, że już sama ich lista robi wrażenie!

„New Man, New Songs, Same Shit, vol.1” to bezpretensjonalny rock podszyty bluesem i folkiem, to muzyka która przywodzi na myśl filmy Tarantno w rodzaju „Od Zmierzchu do Świtu” czy „Django”. Luźne podejście do formy, dość proste dźwięki, ale wpadające w ucho melodie, które znakomicie odnajdą się jako podkład dla podróży samochodem.

Wspomniałem o gościach, no to wymieńmy ich, bo warto! W otwierającym całość, światowo brzmiącym „Run with the Devil” pojawił się Jorgen Munkeby z norweskiego Shining, w kolejnym, cudownym „Coming Home” dał popis Sivert Høyem i tak jak w przypadku Satyricon (utwór „Phoenix” z płyty „Satyricon”) tak i tu mamy perełkę ze znakomitymi partiami wokalnymi. O płonących kościołach („Burning Churches”) zaśpiewał Mat McNerney (GravePleasures) a “By the River” to popis nie kogo innego jak samego Ihsahna z Emperor. Aż trudno uwierzyć, że to ten sam człowiek który swego czasu skrzeczał z typowo black metalową manierą wokalną na „In the Nightside Eclipse”. W tym przypadku mamy świetne partie wokalne i znakomitą gitarową solówkę! „Męstwo” to jedyny w tym zestawie utwór zaśpiewany po Polsku i przez samego Nergala. No cóż, nie jest to wisienka na torcie a Nergalowi dość daleko wokalnie do takiego Ihsahna. Utrzymany w klimatach amerykańskiego południa „Surrender” to czas Landersa Andeliusa (Dead Soul), a podobne klimatem (jest nawet bajno) „Deep Down South” to wokalne dzieło Johanny Sadonis (Lucifer) i jej męża. W jednym z najlepszych na płycie „Man of the Cross”, mrocznym i podszytym gotyckim klimatem udzielił się Jérôme Reuter (Rome) a w utworze nr dziewięć usłyszymy kolejne duże nazwisko Matta Heavy z Trivium. Co ciekawe w tym przypadku jest to wersja liryczno-nastrojowa, bez galopad i metalowego łomotu w stylu macierzystej formacji. Jedziemy dalej i poprzeczka wędruje jeszcze wyżej! „How Come” to popis Coreya Taylora (Slipknot) i podobnie jak w przypadku utworu poprzedzającego mamy do czynienia ze spokojnym, melodyjnym utworem okraszonym bardzo ładną solówką. Całość niczym klamrą spina wokalista Shining, ale… tym razem szwedziego zespołu o tej nazwie. To najbardziej zróżnicowany utwór, bo pojawia się nastrojowa wiolonczela, ale i metalowa galopada i wrzask (to jedyny utwór z tak wyraźnymi metalowymi ciągotkami)…

…tym sposobem dotarliśmy do końca. „New Man, New Songs, Same Shit, vol.1” to kawał porządnej, wpadającej w ucho muzy z kontrowersyjnymi tekstami. W porównaniu z „jedynką” jest znacznie ciekawiej i choć John Porter wielkim artystą jest i basta, to jednak konstelacja gwiazd, które Nargal zaprosił do udziału w tym projekcie spisała się na medal, zapominając o swoich macierzystych formacjach i dostosowując się do założeń autora!

8,5/10

Piotr Michalski
Komentarze