25.07.2021

Nawigacja
Artykuły » Recenzje - V » Vox Tempus - In The Eye Of Time
Vox Tempus - In The Eye Of Time

01. For Every Life 6:17
02. Escape 5:24
03. Broken 4:20
04. Forshadows 2:16
05. Revelations 7:33
06. What About 7:41
07. Voice Of Time 5:52
08. Love, Lies & Treason 13:39
09. Steal The Moment 4:20

Rok Wydania: 2008
Wydawca: Angelmilk Records




Słyszałem zajawkę albumu VOX TEMPUS kilka lat temu, kiedy został wydany przez zespół własnym sumptem. Bardzo mnie wtedy zainteresowały prezentowane fragmenty.
Pod koniec roku 2008 Angelmilk Records postanowił wydać ten materiał oficjalnie i bardzo się z tego faktu cieszę.
Muzyka zawarta na krążku "In the eye of time" jest skierowana do zwolenników Fates Warning sprzed 20 lat (kłania się "Parallers"), czy rodzaju prog metalu, który obecnie uprawiają Skandynawowie z Wolverine czy Circus Maximus.

Każda kompozycja z osobna zawarta na omawianej płycie jest moim odczuciu skomponowana perfekcyjnie. Utwory brzmią spójnie, każdy muzyk mimo niewątpliwych umiejętności podporządkowany jest celowi wyższemu - tworzeniu grupy.
Wyróżniającym się elementem monolitu jest osoba wokalisty. Wysokie czyste wokalizy są atutem amerykanów. A w niektórych momentach wokal Dana Reeda przypominać może Michaela Vescerę. Oczywiście nikomu nie powinno umknąć to iż, za bębnami pojawia się tu Gregg Bissonette. Domyślić się zatem można, że nie obyło się bez perkusyjnej solówki. Pochwalić należy to, że nie jest ona elementem wyjętym z kontekstu, aby zaakcentować obecność Gregga, ale stanowi nieodłączny motyw utworu.
Jak na prog/power przystało niebagatelną rolę odrywają klawisze, które oprócz tła prezentują pełną paletę brzmień charakterystyczną dla gatunku.
Zarówno w pasjonujących szybszych utworach, jak i wolniejszych niemal balladach zespołowi daleko do powielania prog metalowych tuzów, mimo, że samo brzmienie nie jest wolne od skojarzeń. Motywy ułożone są za to bardzo ciekawie, a melodie są wręcz porywające.
Genialne soczyste akustyki wraz z pianinami tworzą niepowtarzalny klimat, kiedy podszyte są bezprogowym basem...
Jeśli o gitary chodzi nie brakuje oczywiście szalonych solówek, zwiewnych lekkich motywów, czy ciężkich riffów.
Niesamowitego wrażenia dopełnia klimatyczna okładka, która posiada wersję alternatywną.
Nie wiem jak płyta będzie wydana, jednak optuję za umieszczeniem obu grafik.

Wznowienie zostało ponownie zmasterowane. Szkoda, że nie mogę sobie porównać wersji wcześniejszej, bowiem albumowi brakuje nieco mocy. Być może to zabieg zamierzony aby brzmieć jak stary Fates Warning, jednak w konfrontacji choćby z nowym dziełem Evergrey, brzmienie Vox Tempus wypada nieco płasko - za co odejmę punkcik od kompletu.
Mimo, że brzmienie mogłoby być dużo nowocześniejsze, materiał ten stawiam jako pretendenta do miana płyty roku w moim prywatnym rankingu.

9/10

Piotr Spyra